A Travellerspoint blog

Tasmania

Kraina diabła

sunny 24 °C

Australijska wyspa Tasmania była kolejnym etapem naszej podróży.


W poniedziałek wieczorem przylecieliśmy z Melbourne do Hobart i odebraliśmy na lotnisku samochód. Tak jak w Nowej Zelandii, transport publiczny w Australii jest dość drogi i nie zawsze dociera do mniejszych miejscowości. Cenowo często opłaca się wynająć samochód, szczególnie jeśli nie chce się być zależnym od łapania stopa.
90_02_P3152999.jpg
Hobart to drugie po Sydney najstarsze miasto Australii. Pierwsi europejscy osadnicy dotarli tu w 1803 roku. Kilkanaście lat później miasto rozrosło się jako kolonia karna: na Tasmanię przysyłano dziesiątki skazanych z przepełnionych brytyjskich więzień. W połowie XIX wieku tętniło życiem pełne żołnierzy, wielorybników i prostytutek.
03_P3142954.jpg
Dzisiaj, jak na ponad dwustutysięczne miasto, Hobart ma wiele sklepów, kawiarni czy restaurcji.
90_04_P3142835.jpg
Zabytkowa część Hobart znajduje się nad wodą. Budynki użyteczności publicznej stoją jedną czy dwie przecznice od morza, na nabrzeżu w sąsiedztwie mariny miesczą się puby i restauracje.
05_P3142848.jpg
Na nabrzeżu znaleźliśmy też replikę pierwszej australijskiej naukowej bazy antarktycznej z początku XX wieku.
90_06_P3142852.jpg
Przyportowe składy na rynku Salamanca to dobry przykład XIX-wiecznej kolonialnej architektury australijskiej.
90_07_P3142856.jpg
Znajdująca się za rynkiem Salamanca dzielnica Battery Point przypominała z kolei spokojną XIX-wieczną mieścinę brytyjską.
08_P3142861.jpg08_P3142864.jpg
Hobart położone jest u stóp Mt Wellington, góry wznoszącej się na 1270 metrów n.p.m. Na Mt Wellington wszedł Karol Darwin i Marek Twain, my wjechaliśmy samochodem. Z góry roztaczał się widok na poszarpane morskie wybrzeże południowo-wschodniej Tasmanii.
large_09_P3142875.jpg
Roślinność na szczycie przypominała nam Key Summit na południowej wyspie Nowej Zelandii.
10_P3142871.jpg
Zjeżdżając z góry trafiliśmy na kolczatkę, czyli jajorodnego prassaka przypominającego dużego jeża z długim dzióbkiem. Akurat przechodziła przez jezdnię, gdy wyjechaliśmy zza zakrętu.
11_P3163050.jpg11_P3142897.jpg
Poza kolczatkami, dziobaki to inne australijskie ssaki składające jaja. Tasmania ma też kilka endemicznych, czyli występujących tylko tutaj, gatunków ssaków torbaczy. Jednym z nich jest diabeł tasmański: zwierzak przypominający skrzyżowanie prosiaka ze szczurem, mięso- i padlinożerny. W naturze bardzo ciężko je spotkać, więc wybraliśmy się zobaczyć je w Tasmanian Devil Conservation Park w miejscowości Taranna.
X11_P3183334.jpg
Wilkowór tasmański, gatunek dzikiego psa (też torbacza), z sierścią układającą się w pręgi, został wytrzebiony przez człowieka osiemdziesiąt lat temu.
12_P3142896.jpg
Z Hobart pojechaliśmy na Półwysep Tasmana, gdzie na kolejne cztery noce mieliśmy zarezerwowany w ośrodku wczasowym Port Arthur segment letniskowy w czworakach. 
13_P3163006.jpg
Po zapadnięciu zmroku okazało się, że do ośrodka wychodzą z lasu małe kangury i kicają sobie w poszukiwaniu żywności. Udało się nam je zobaczyć także w ciągu dnia.
90_X14_P3183346.jpg14_P3173280.jpg
Krajobraz Tasmanii wydawał się nam bardziej dziki niż pejzaż kontynentalnego kawałka Australii, jaki dotychczas widzieliśmy.
15_P3142953.jpg
Tak jak w całej Australii, dużym zagrożeniem są pożary. Szczegółowe instrukcje jak zachować się w przypadku zagrożenia podawane były w każdym z naszych noclegów.
90_P3163039.jpg
W środę pojechaliśmy na krótki spacer po plaży w Zatoce Piratów.
16_P3152966.jpg
Kilka kilometrów dalej mogliśmy obejrzeć Blowhole, Łuk Tasmana i Diablą Kuchnię, czyli przybrzeżne formacje skalne. Zostały ukształtowane pod wpływem siły morskich fal w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat, kiedy poziom morza podniósł się po ostatniej epoce lodowcowej.
17_P3152974.jpg
W turystycznym barze sprzedawano lokalne ostrygi. W porównaniu do tych z Europy były większe a w smaku wydawały się bardziej kremowe.
90_18_P3152982.jpg
Nazajutrz pojechaliśmy na kilkugodzinny spacer do przylądka Raoul. Samochód zostawiliśmy we wiosce Stormlea.
X18_P3163172.jpg
Początkowo szliśmy przez zarośla, w których trawę skubały sobie małe kangury (wallabies). Później weszliśmy w wysoki i gęsty las eukaliptusowy, podobnie jak w Australii kontynentalnej intensywnie pachnący.
19_P3163065.jpg
Po niecałej godzinie doszliśmy do punktu widokowego znajdującego się na półce skalnej zawieszonej 400 metrów nad poziomem morza.
large_90_20_P3163149.jpg
Dalej schodziliśmy przez gęsty las rosnący w cieniu góry. Z czasem stawał się coraz rzadszy i niższy na obszarach wystawionych na działanie wiatru. Na końcu przylądka szliśmy przez niski busz, a z klifu było widać morze.
21_P3163084.jpg21_P3163089.jpg
Kolejnego dnia wybraliśmy się na następny dłuższy spacer: tym razem do przylądka Hauy. Samochód zostawiliśmy na parkingu przy campingu w zatoce Fortescue.
X22_P3173284.jpg
Znów towarzyszyła nam dobra pogoda. Wpierw szliśmy w górę przez suchy las a w pewnym momencie roślinność była na tyle niska, że otworzył się przed nami widok na okoliczne klify, w tym urwiska półwyspu Hauy.
X23_P3173246.jpg
Dzień później wracaliśmy na lotnisko w Hobart na samolot do Sydney. Byliśmy podekscytowani podróżą do największej australijskiej metropolii, choć trochę żal było nam opuszczać Tasmanię, ze świadomością, że nie starczyło nam czasu na górski interior wyspy i muzeum MONA w Hobart.
X24_P3183348.jpgX24_P3142934.jpg

Posted by Jakub W 05:17 Archived in Australia

Email this entryFacebookStumbleUpon

Table of contents

Be the first to comment on this entry.

Comments on this blog entry are now closed to non-Travellerspoint members. You can still leave a comment if you are a member of Travellerspoint.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint