A Travellerspoint blog

Kioto

Pierwsze japońskie wrażenia

overcast 12 °C

Wizytę w Japonii zaczęliśmy od Kioto, dawnej stolicy kraju pełnej zabytkowych świątyń. Lotnisko w Osace było naszą bramą do kraju kwitnącej wiśni.

Kuala Lumpur

Z Sydney do Osaki lecieliśmy przez Kuala Lumpur. Między jednym a drugim lotem mieliśmy osiem godzin przerwy, więc wybraliśmy się autobusem do miasta (przejazd w jedną stronę zajmował godzinę).
P3233728.jpg
W mieście zjedliśmy w hinduskiej knajpie.
P3233740.jpg90_P3233737.jpg
Obawiając się japońskiej drożyzny Dawid wysłał mnie do fryzjera w przydworcowym centrum handlowym.
P3233744.jpg

W Japonii

Na lotnisku w Osace spotkaliśmy się z Olą, która przyleciała z Brukseli przez Frankfurt i Pekin. W Chinach podobno nieźle przetrzepali ją razem z innymi pasażerami mającymi przesiadkę. Po wyjściu z lotniska naszą pierwszą zagadką do rozwiązania było kupno biletu kolejowego w  automacie. Angielskie tłumaczenie nie wyjaśniało różnic między sprzedawanymi biletami, więc mieliśmy wątpliwości, który bilet kupić, i w który pociąg wsiadać.
P3243746.jpg
Po przyjeździe do Kioto szukaliśmy miejsca, w którym można by było zjeść ciepły posiłek. Okazało się, że na dworcu (tak jak i w wielu centrach handlowych) jedno z pięter było przeznaczone na restauracje serwujące różne japońskie, a także europejskie dania. Zabawne wydały się nam stojące przed każdą restauracją gabloty z plastikowymi atrapami serwowanych potraw. Niektóre dania wyglądały niemalże prawdziwie.
90_P3243781.jpgP3243780.jpgP3243778.jpg
Zatrzymaliśmy się w restauracji podającej rosół z tempurą, czyli kawałkami warzyw, ryb czy tofu usmażonych na głębokim tłuszczu w panierce.
90_P3243783.jpg
Sam budynek głównego dworca kolejowego w Kioto to ponad dziesięciopiętrowa nowoczesna konstrukcja z betonu, stali i szkła.
P3243776.jpg
Poza gablotami przed restauracjami, na ulicach w wielu miejscach stały automaty z napojami.
90_P3264021.jpgP3243791.jpg
Właścicielka naszego hostelu przesłała nam mejlowo dokładne instrukcje jak dotrzeć na miejsce z dworca, łącznie ze skopiowaną mapą z wklejonymi zdjęciami głównych mijanych budynków: czuliśmy się jak w quizie czy w grze w podchody. Właścicielki nie spotkaliśmy, kontaktowała się z nami drogą elektroniczną. W hostelowym pokoju znaleźliśmy książeczkę z instrukcjami, ściany były oklejone informacjami o zakazach, nakazach i sugestiach, jak na przykład, żeby rezerwować łazienkę na następny dzień na konkretną godzinę. Na kartce do rezerwacji wiszącej na łazienkowych drzwiach nie widzieliśmy żadnego wpisu: goście najwyraźniej nie przestrzegali wszystkich zaleceń.
90_P3274029.jpg
Kolejnym zaskoczeniem była zaawansowana technologia w hostelowej toalecie. Deska klozetowa okazała się podgrzewana i wyposażona w bidet, a dla oszczędności wody, kranik do mycia rąk służył przy okazji do napełniania zbiornika do spuszczania wody.
90_P3243792.jpg
Po odespaniu poprzedniej nocy ruszyliśmy zwiedzać Kioto, a dokładnie dzielnicę Higashiyama. Na śniadanie zjedliśmy lokalną przekąskę mitarashi dango: kleiste ryżowe kopytka nadziewane na kijek, polane słodkim sosem.
P3253799.jpgP3253798.jpg
Wciąż głodni szukaliśmy miejsca na wczesny obiad. Gdy znaleźliśmy polecaną w przewodniku restaurację Hisago serwującą ryż z kurczakiem, jajkiem i szczypiorkiem (oczywiście oznaczoną tylko po japońsku), zrozumieliśmy, że zakręcająca przed budynkiem kolejka to goście czekający na stolik. Poczekaliśmy i było warto: Ola zjadła rosół z wędzoną na słodko rybą (śledziem lub makrelą), Dawid ryż z jajkiem, szczypiorkiem i grzybami.
P3253812.jpg

Kioto

Na ulicach Kioto często mogliśmy spotkać Japonki ubrane w tradycyjne kimono (na zdjęciu za nami kolejka do restauracji Hisago).
90_P3253901.jpgP3253813.jpg
W porównaniu do Europy, nie wspominając o Australii czy Nowej Zelandii, miasto było gęsto zabudowane.
90_P3253890.jpg
Budynki w mieście były czyste, a te współczesne potrafiły nawiązać do tradycyjnej architektury.
90_P3253826.jpg
Kioto było stolicą Japonii między 794 a 1868 rokiem. Jednak rozkwit dworu królewskiego i kultury dworskiej w Kioto przypada na czas między 794 a 1185 rokiem, kiedy to władzę w kraju przejęli wojowniczy szoguni i Kioto w dużej mierze straciło swą polityczną rolę. W dzielnicy Higashiyama pierwszą świątynią, do której weszliśmy była Shoren-in. Tak jak we wszystkich innych świątyniach, przed wejściem do budynku musieliśmy zdjąć buty. W skromnych pomieszczeniach na podłogach rozmieszczone były maty.
90_P3253848.jpg90_P3253827.jpg
Spodobał się nam ogród, niestety wiele roślin nie miało jeszcze rozwiniętych liści. Na szczęście w Japonii rośnie dużo roślin zimozielonych i iglastych.
large_P3253858.jpg
Ogromną zaletą świątyni był spokój: wielu turystów omija Shoren-in.
90_P3253850.jpg
Kolejną świątynią, do której zaszliśmy było Nanzen-ji.
P3253878.jpg
Przyświątynne ogrody, w stylu Zen, były pedantycznie utrzymane.
90_P3253880.jpg
W drodze powrotnej do miasta trafiliśmy na zadaszoną ulicę-rynek, na której sprzedawcy zwijali swoje stragany. Udało się nam kupić rodzaj gofra nadziewanego budyniem albo fasolą na słodko.
P3253895.jpg
Znalezienie restauracji w Japonii nie było dla nas zawsze oczywiste. Czasem można było pomylić restaurację z biurem: okien często nie było widać a wejście to przesuwane drzwi, przy których trzeba czekać na wpuszczenie do środka. Gablotki z plastikowymi atrapami potraw czy plakaty przed wejściem trochę nam pomagały. Jednak wieczorem znaleźliśmy restaurację, gdzie zjedliśmy pierwsze sushi.
P3253907.jpg
Kolejny dzień zaczęliśmy od buddyjskiej świątyni wpisanej listę światowego dziedzictwa UNESCO: Kiyomizu-dera. Tłum odwiedzających świadczył o znaczeniu świątyni dla Japończyków. Do źródełka z wodą gwarantującą zdrowie i długie życie stała długa kolejka.
P3263925.jpg
Zakochani albo szukający szczęścia w miłości grawerowali specjalne tabliczki, żeby mnisi modlili się o powodzenie w ich życiu prywatnym.
P3263936.jpg
Sama świątynia była pięknie położona na zboczu doliny, w której leżało Kioto.
P3263929.jpg
Jedynie dzięki naleganiom Oli weszliśmy w podziemia jednego ze świątynnych budynków, czyli Tainai-meguri, i miejsce to spodobało się nam chyba najbardziej. W podziemiach nie było światła i po dwóch zakrętach musieliśmy iść zupełnie po omacku, aż weszliśmy do pomieszczenia ze zdobionym kamieniem, na który padała wiązka światła. Podziemia symbolizowały łono buddyjskiej bogini.
90_P3263916.jpg
Z Kiyomizu-dera poszliśmy piechotą w stronę świątyni Fushimi-Inari Taisha. Po drodze w supermarkecie kupiliśmy ryżowe przekąski zawijane w papier z glonów morskich. Musiały być nienajgorszej jakości, bo trzeba było się spieszyć, żeby nie wybrały ich przed nami lokalne babcie.
90_P3263941.jpg
Fushimi-Inari Taisha słynie z długich ścieżek prowadzących między drewnianymi łukami.
90_P3263956.jpg90_P3263980.jpg
Po kilkudziesięciu minutach otworzył się widok na przedmieścia Kioto w dolinie.
P3263974.jpg
Z Fushimi-Inari Taisha wróciliśmy pociągiem na dworzec główny w Kioto. Na dworcu zjedliśmy rosół w miniaturowym japońskim fastfoodzie: przed drzwiami stała tablica z menu i automat do zamawiania dania. Już w środku bilet z automatu podawało się sprzedawcy za ladą i po minucie na tacy lądowała zupa gotowa do spożycia. Zanim pojęliśmy jak fastfood działa, Ola z Dawidem weszli do środka i na pytanie kucharza "Do you have tickets?" zgodnie pokazali bilety kolejowe.
90_P3263993.jpg
Z dworca głównego pojechaliśmy na stację Saga Arashiyama, żeby przejść się przez bambusowy las Arashiyama. Rozpadało się, ale z małymi japońskimi parasolkami dawaliśmy radę.
90_P3263997.jpg90_P3264009.jpg

Posted by Jakub W 18:47 Archived in Japan

Email this entryFacebookStumbleUpon

Table of contents

Be the first to comment on this entry.

Comments on this blog entry are now closed to non-Travellerspoint members. You can still leave a comment if you are a member of Travellerspoint.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint