A Travellerspoint blog

Koyasan

W buddyjskim klasztorze

snow 2 °C

Z Kioto pojechaliśmy na południe regionu Kansai, do Koyasan.


W drodze zjedliśmy wczesny obiad na dworcu w Kioto w jednym z fastfoodów serwujących zupy z makaronem. Dania zamówiliśmy w automacie przed wejściem. Zupy jedliśmy na stojąco za pomocą pałeczek. Zewsząd dobiegał nas odgłos siorbania klientów.
90_P3304384.jpg
Po dwóch przesiadkach w Osace pojechaliśmy do Gokurakubashi. Ostatni pociąg nie należał do Kolei Japońskich a prywatnego przewoźnika Nankai. Okazało się, że wsiedliśmy do składu z rezerwowanymi miejscami i musieliśmy wykupić miejscówki, za to przyjechaliśmy wcześniej niż się spodziewaliśmy.
90_P3304406.jpgP3304413.jpgP3304430.jpg
W Gokurakubashi przesiedliśmy się z pociągu do kolejki górskiej, której wagonik w korytarzu między siedzeniami zamiast płaskiej podłogi miał schody.
P3304438.jpg90_P3304435.jpg
Dalej tylko krótki przejazd autobusem i byliśmy w Koyasan. Buddyjska szkoła religijna w Koyasan została założona w 816 roku przez mnicha Kobo Daishi, który wrócił z dwuletniego pobytu w Chinach. Kompleks świątynny rozrastał się przez stulecia. Dzisiaj, poza klasztorami oferującymi noclegi znajdują się tu dziesiątki świątyń. Wysiedliśmy koło kompleksu świątynnego Garan.
P3304447.jpgP3304478.jpg
Spaliśmy w pokojach hotelowych jednego z buddyjskich klasztorów: Hojo-in. Przyjął nas bardzo sympatyczny i pomocny zakonnik, który zajmował się nami przez dwa kolejne dni.
P3304469.jpg
Przed wejściem do budynku musieliśmy zdjąć buty i założyć leżące na progu czerwone kapcie.
90_P3304454.jpg
W środku budynku kapcie trzeba było zdjąć przed lekkimi przesuwanymi drzwiami, którymi wchodziło się z korytarza do pokoju. W pokoju chodziło się boso po rozłożonych na podłodze bambusowych matach.
90_P3304463.jpg
W pokoju mieliśmy małą werandę z dwoma fotelami: można było ją zamknąć przesuwanymi papierowymi drzwiami. Ponadto w ciągu dnia w pokoju stał ogrzewany stolik, przy którym można było usiąść i schować nogi pod kocem. (Stół Ola opisze Wam po przyjeździe). Wieczorem, podczas posiłku, zajmujący się nami zakonnik chował stolik i rozkładał na matach trzy materace.
90_P3304458.jpg
Aby wejść z korytarza do toalety trzeba było zmienić kapcie (toaletę dzieliliśmy z innymi gośćmi).
90_P3304461.jpg
Pierwszego wieczoru kolację zjedliśmy w sali jadalnej poprzedzielanej parawanami. Dania podano nam na niskich stolikach, przy których trzeba było usiąść na kolanach. Prawdziwa uczta dla oczu i podniebienia! W małych miseczkach podano estetycznie przygotowane gotowane warzywa, biały serek, tempurę ze słodkiego ziemniaka, jabłka, brokuła i tofu, zupę miso z tofu, coś jakby placek z rodzynkami, i marynowane warzywa. Do tego ryż i herbata, czyli podobno wegetariańska dieta tutejszych buddyjskich mnichów.
90_P3304487.jpgP3304490.jpgP3304491.jpg
Drugiego wieczora jedliśmy sami w niewielkim pokoju, już po kąpieli w łaźni, ubrani w japońskie szlafroki.
DSC07281.jpg
W ciągu dnia wybraliśmy się na cmentarz Okuno-in. Jako kolebka jednego z odłamów japońskiego buddyzmu, cmentarz i mieszcząca się na nim świątynia są do dziś odwiedzane przez wielu pielgrzymów.
90_P3314528.jpg
Cmentarz jest położony w starym iglastym lesie, w sam raz nadaje się do fotografowania.
90_P3314533.jpg
Wracając z cmentarza Ola z Dawidem wybrali się rozgrzać na kawę, a ja poszedłem na spacer po okolicznych wzgórzach Tenjikusan i Benten Dake. Zaczął padać śnieg, który początkowo topniał, a z czasem przykrył dachy i drzewa Koyasan warstwą białego puchu.
P3314560.jpgP4014602.jpg
Gdy wróciłem do klasztoru, nasz zakonnik akurat przynosił do pokoju termos z wodą na herbatę i zobaczył Olę leżącą w cieple pod stołem. Od tej pory za każdym razem gdy mnie spotykał, pytał: "Where is your sister? She is under the table?". Dla uspokojenia dodawał, że to także ulubione miejsce wypoczynku japońskich turystów.
DSC07294.jpg
Drugiego poranka w klasztorze po mszy odprawionej przez mnicha czekała mnie niespodzanka: urodzinowe ciastko i klejące ryżowe słodycze.
P4014592.jpg
Po dwóch nocach w klasztorze pojechaliśmy z Koyasan do Hongu. Wpierw, gdy zjechaliśmy górską kolejką w dół do Gokurakubashi, Ola zatrzymywała pociąg, gdy z Dawidem spokojnie korzystaliśmy sobie z toalety. Następnie w Hashimoto byliśmy trochę zdezorientowani przy przesiadce z pociągu na pociąg. W Gojo czekaliśmy na autobus do Hongu, więc mieliśmy nawet trochę czasu aby przejść się po mieście i zjeść w japońskim fastfoodzie.
90_P4014624.jpg90_P4014627.jpg90_P4014631.jpgP4014630.jpg
W przerwach podróży autobusem z Gojo do Hongu widzieliśmy wiśnie z prawie rozwiniętymi pąkami kwiatów.
P4014657.jpg

Posted by Jakub W 06:14 Archived in Japan

Email this entryFacebookStumbleUpon

Table of contents

Be the first to comment on this entry.

Comments on this blog entry are now closed to non-Travellerspoint members. You can still leave a comment if you are a member of Travellerspoint.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint