A Travellerspoint blog

Kumano Kodo, Hongu

Gorące źródła

sunny 13 °C

Ostatnim odwiedzanym przez nas miejscem w regionie Kansai było Hongu: miejscowość położona na starym szlaku pielgrzymkowym Kumano Kodo w okolicy gorących źródeł kąpielowych.


W Hongu spaliśmy w hostelu Blue Sky. Hostel posiadał cztery nowoczesne i dogrzane pokoje w stylu japońskim (czyli z materacami rozkładanymi na matach), w dodatku z prywatnymi łazienkami. W cenie noclegu jedliśmy estetyczne śniadania w stylu europejskim (chleb tostowy, jajko, dżem, warzywa).
P4014672.jpgP4014670.jpg
Pierwszego dnia w Hongu poszliśmy z Olą przez las do onsenu Yunomine. Pokonaliśmy górę i po godzinie byliśmy na miejscu. Ścieżka z Hongu do Yunomine to jeden z etapów Kumano Kodo.
90_P4024678.jpg
Onsen to kąpielisko publiczne, w którym woda pochodzi z gorącego źródła. Jako kraj wulkaniczny, Japonia posiada wiele gorących źródeł.
90_P4024698.jpg
Położony w dolinie, onsen Yunomine miał trzy kąpieliska. Pierwsze, czyli źródło Tsuboyu, jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Samo źródło było obudowane małą chatką i okazało się być miniaurowe: w naturalnym skalnym basenie mieściły się tylko dwie osoby. Po kupieniu biletu i odczekaniu ewentualnej kolejki, przed drzwiami trzeba było zostawić buty a w środku odłożyć w przygotowanym koszu ubrania. Wysączająca się ze skały woda była na tyle gorąca, że do miniaturowego baseniku dolewaliśmy zimnej.
P4024694.jpg
Drugie kąpielisko w onsenie Yunomine to łaźnia publiczna, czyli dwa baseny (osobny dla kobiet i mężczyzn) długie i szerokie mniej więcej na pięć metrów. W zamykanych na kluczyk szafkach mogliśmy zostawić plecaki i ubrania, a przed wejściem do basenu trzeba było się umyć. Woda też była gorąca. Trzecia łaźnia (tzw. lecznicza) nie różniła się od tej publicznej, tyle że była mniejsza, i wypełniona tylko wodą źródlaną. We wszystkich łaźniach trzeba było mieć własny ręcznik, a w publicznej umyć się własnym mydłem. W źródełku tryskającym obok łaźni turyści gotowali jajka.
P4024701.jpg
Z onsenu też wrociliśmy przez las wybierając godzinny spacer zamiast powrotu autobusem.
P4024681.jpg
Od czasów prehistorycznych Japończycy wierzyli, że dzikie tereny półwyspu Kii w południowym Kansai są zamieszkane przez szintoistyczne bóstwa. Z nastaniem buddyzmu bóstwa zostały przechrzczone, a japońscy cesarze pielgrzymowali z Kioto w te rejony. Szlak pielgrzymki, nazywany dziś Kumano Kodo, z czasem się spopularyzował. Drugiego poranka w Hongu pojechaliśmy autobusem do przystanku Hosshinmon-oji, skąd szlakiem Kumano Kodo dotarliśmy do onsenu Yunomine od zachodniej strony. Trasa wiodła to w dół, to w górę, przez iglasty i mieszany las.
90_P4034730.jpg
W pewnym momencie szliśmy górskim grzbietem a po dwóch stronach ścieżki między drzewami było widać górzysty krajobraz.
large_P4034728.jpg
W Yunomine wsiedliśmy do autobusu i po pięciu minutach byliśmy w Kawayu, gdzie onsen znajdował się na otwartym powietrzu nad samą rzeką Otogawa. Na kamienistym brzegu wykonanych było kilka zagłębień, do których od spodu przesączała się gorąca woda o siarczanym zapachu. Na początku siedzieliśmy w małym basenie pod kwitnącą wiśnią, a potem przenieśliśmy się do chłodniejszego, z którego można było wejść prosto do zimnej rzeki.
90_P4034768.jpg
Aby nie czekać na autobus, z Kawayu podeszliśmy dwa kilometry do Ukegawa. Po drodze widzieliśmy kwitnące wiśnie, a po jednym z mostów przebiegło kilka warczących zwierząt. Myśleliśmy, że to psy, zanim okazało się, że byliśmy świadkami kłótni makaków.
P4034807.jpg
Po powrocie do Hongu zdążyliśmy zjeść lody sezamowe z automatu i zaszliśmy do świątyni Kumano Hongu Taisha, jednego z punktów docelowych pielgrzymek szlakiem Kumano Kodo.
P4034811.jpg
Dzień później opuszczaliśmy region Kansai. Z Hongu pojechaliśmy autobusem do Shingu. Na miejscu okazało się, że musimy poczekać dwie godziny na pociąg. Poszliśmy do centrum handlowego, gdzie w supermarkecie można było kupić sushi w pudełku na wynos: najlepsze, jakie dotychczas jedliśmy w Japonii! Do tego w Shingu urzekła nas życzliwość, z jaką traktowali nas spotykani Japończycy. Mimo bariery językowej byli bardzo pomocni.
90_P4044822.jpgP4044824.jpg270_P4044825.jpg
Z Shingu jechaliśmy wzdłuż morza do Nagoi. Pociąg co chwilę wjeżdżał w tunel i mijał nadmorskie miejscowości.
P4044832.jpgP4044837.jpgP4044828.jpg
W Nagoi przesiedliśmy się na japoński ekspres, czyli shinkansena. W niecałe dwie godziny byliśmy w Tokio. Po drodze mijaliśmy górę Fudżi, ale niestety była schowana w chmurach.
P4044870.jpg90_P4044875.jpg90_P4044880.jpg

Posted by Jakub W 02:38 Archived in Japan

Email this entryFacebookStumbleUpon

Table of contents

Be the first to comment on this entry.

Comments on this blog entry are now closed to non-Travellerspoint members. You can still leave a comment if you are a member of Travellerspoint.

Enter your Travellerspoint login details below

( What's this? )

If you aren't a member of Travellerspoint yet, you can join for free.

Join Travellerspoint