A Travellerspoint blog

By this Author: Jakub W

Tokio

Stolica kraju kwitnącej wiśni

overcast 15 °C

Ostatnim etapem naszej podróży było Tokio: nowoczesna metropolia, w której można spróbować poznać współczesną kulturę miejską Japonii i zarysy historii kraju. Mieszkańcy Tokio wiele razy okazywali nam życzliwość i sympatię, zazwyczaj w dyskretny po japońsku sposób. Tokio posiada bardzo rozbudowany system transportu kolejowego i metra, jednak ze względu na ogrom miasta zwiedzaliśmy je przez pięć dni: to chyba minimum czasu aby odnaleźć się i zacząć znajdować ukryte na piętrach budynków atrakcje, sklepy czy restauracje. W Tokio w końcu trafiliśmy na wiśnie w pełnym rozkwicie.

Wschodnie Tokio

Po przyjeździe do Tokio spaliśmy jedną noc w hotelu z kapsułami: First In Kyoubashi. Pierwszy hotel w takim stylu powstał w 1979 roku i był skierowany przede wszystkim dla wracających późno z pracy mężczyzn, także tych po kilku drinkach. Hotel w zasadzie przypominał noclegownię z wieloosobowymi salami, tyle że kapsuły gwarantowały trochę więcej prywatności niż zwykłe łóżka. Nie chroniły jednak całkowicie od dobiegającego odgłosu chrapania czy głośnych porannych rozmów.
90_P4054906.jpg
Hotel musiał być szykowny w latach 80-tych XX wieku, jednak od tamtej pory nadgryzł go ząb czasu. Zaletą hotelu był jego koedukacyjny charakter i położenie blisko głównego dworca kolejowego.
90_P4044894.jpg
Znajdująca się w podziemiach łazienka przypominała stary zakład fryzjerski.
270_P4054909.jpg
Pierwszego wieczora zostawiliśmy w hotelu plecaki i poszliśmy na spacer ulicami dzielnicy Ginza. Na kolację zjedliśmy rosół na wieprzowinie w knajpie Ippudo Ramen. Większość restauracji w Tokio jest dość ciasna, tak że klienci zazwyczaj siedzą wzdłuż długiej lady, a rzadziej naprzeciw siebie przy jednym stole. Przez kolejne dni na poziomie ulicy najczęściej znajdowaliśmy knajpy serwujące rosół. Z czasem zorientowaliśmy się, że w mieście, szczególnie w okolicach stacji kolejowych, jest wiele centrów handlowych, a w nich mniej zatłoczone i sprzedające różnorodne jedzenie restauracje czy bary (zazwyczaj zajmowały całe piętro centrum handlowego). Ze względu na mnogość neonów, centrów handlowych początkowo po prostu nie dostrzegaliśmy.
90_P4044899.jpgP4044900.jpg
Dwa dni później, także w dzielnicy Ginza, wybraliśmy się na rynek rybny Tsukiji. Najciekawsza hurtowa część rynku zaczyna pracę o piątej rano, jednak wpuszcza się tam tylko niewielką liczbę turystów, tych najbardziej zdeterminowanych. Po dziesiątej rano większość sprzedawców zwijała swoje stoiska, ale wciąż można było zobaczyć różne morskie stworzenia do kupienia w ilości detalicznej lub mniejszej hurtowej.
90_P4065035.jpgP4065032.jpg
Mogliśmy też zobaczyć jak sprzedawcy kroili na części wielkie zamrożone tusze tuńczyka.
90_P4065040.jpg
Po jednej nocy w hotelu kapsule przenieśliśmy się do hostelu zarezerwowanego przez portal Airbnb. Miejsca w pokoju było niewiele, za to lokalizacja bardzo dobra: niedaleko dworca Akihabara. W dodatku nasz gospodarz Daisuke był bardzo sympatyczny i pomocny.

Ulice wokół dworca Akihabara były pełne sklepów z grami komputerowymi, elektronicznymi gadżetami (n.p. okularami z ukrytą kamerą), lalkami, pluszakami i innymi zabawkami z japońskich filmów animowanych, czy komiksami manga, także tymi tylko dla dorosłych. Ponadto raj dla kolekcjonerów wszelkich rodzajów kart czy akcesoriów znajdujących się poza granicami wyobraźni zwykłego śmiertelnika.
P4055004.jpgP4055016.jpg
W sobotni wieczór szukaliśmy baru, w którym można by napić się piwa. Idąc ulicą usłyszeliśmy dobiegające z trzeciego piętra głośne śpiewanie. Weszliśmy po schodach i znaleźliśmy niewielki lokal karaoke. Jednak wstęp okazał się na tyle drogi, że poszliśmy szukać dalej. Zastanawialiśmy się gdzie Tokio spędza weekendowy wieczór. Weszliśmy do jednego z licznych salonów gier. Okazało się, że miał pięć pięter, po których trzeba było się niemal przeciskać korytarzami między automatami do gier.
P4085270.jpg
Przy konsolach siedzieli głównie nastolatkowie, ale także młodzież drugiego czy trzeciego wieku. Każdy znalazłby coś dla siebie: od wyścigów samochodowych, poprzez zestrzeliwanie nadlatujących samolotów, gry wojenne, zręcznościowe, po kierowanie pociągiem czy tańczenie w rytm puszczanej muzyki.
P4085266.jpg
W dzielnicy Nimombashi poszliśmy zobaczyć poranny trening zawodników sumo w klubie Arashio. Na ulicy, przed oknami znajdującej się na parterze sali ćwiczeń, stała grupka turystów z aparatami. Samo sumo okazało się dużo bardziej fizycznie wyczerpujące niż przypuszczaliśmy. Zawodnicy ćwiczyli różne techniki. Wpierw ustawiali się w pozycji "do ataku" a po sygnale dawanym przez trenera zderzali się z impetem. Wywoływało to nieprzyjemny dreszcz przechodzący po plecach: może dlatego, że przez otwarte drzwi dobiegał nas odgłos plasku zdarzających się ciał i chrzęstu kości.
P4075098.jpg
Następne ćwiczenie to przesuwanie stawiającego opór przeciwnika po piachu, tak aby pewnie wysunąć go poza granicę areny. Niektórzy zawodnicy musieli zmieniać opatrunki na stopach czy dłoniach. Nie zabrakło także tradycyjnego podnoszenia to lewej to prawej nogi. Aby nabrać wagi, zawodnicy sumo jedzą specjalne wysokobiałkowe dania zwane chankonabe.
P4075097.jpg
W Japonii łatwo popełnić faux pas. W jednym z supermarketów oderwałem dwa banany z wielkiej kiści i poszedłem zapłacić. Pani przy kasie złapała się za głowę i zaczęła powtarzać "Oh my God, oh my God". Pobiegła do stoiska z owocami i wyniosła uszkodzoną kiść na zaplecze. Pokazała, że w mniejszych ilościach banany można kupować tylko w przygotowanych już woreczkach. Abym nie poczuł się zbyt niekomfortowo, nie sprawiała wrażenia bardzo zdenerwowanej. Dyskrecja i unikanie okazywania emocji jest chyba zakodowane w japońskiej kulturze. Dotyczy to nie tylko emocji negatywnych, ale i tych pozytywnych. Mieszkańcy Tokio wiele razy okazywali nam serdeczność wskazując drogę, pomagając obsługiwać automaty, tłumacząc zawartość pudełek z żywnością na sklepowych półkach czy bezinteresownie oferując kawę w pralni na żetony.

Szlakiem kwitnącej wiśni

W Tokio trafiliśmy na drzewa wiśni w pełnym rozkwicie. Na pierwszy spacer poszliśmy do ogrodu cesarskiego i parku Kitanomaru. Sam pałac cesarski jest niedostępny dla turystów.
P4054928.jpgP4054923.jpg
Ogród cesarski to świetne miejsce na zrobienie kilku ślubnych fotografii, na przykład na tle jednej z wież obronnych.
90_P4054939.jpg
Rozłożyste drzewa wiśni pięknie kwitły szczególnie przy północnym wyjściu z parku Kitanomaru, od strony stacji metra Kudanshita.
90_P4054978.jpg
Kiedy wiśnie zakwitają, Japończycy świętują hanami, czyli festiwal kwitnącej wiśni. Wychodzą do parków, rozkładają na trawie pod drzewami brezentowe płachty, piją piwo i sake, jedzą słone i słodkie przekąski i cieszą się razem.
P4054974.jpgP4085226.jpg
Na drugi spacer pod kwitnącą wiśnią wybraliśmy się ze stacji metra Sendagi. Drzewa pięknie kwitły na cmentarzu Yanaka.
90_P4065063.jpg
W parku Ueno trafiliśmy na tłumy Japończyków i obcokrajowców.
P4065076.jpg
Na taki spacer warto wybrać się także i o innych porach roku, przynajmniej żeby zobaczyć Yanakę, historyczną dzielnicę o niskiej zabudowie. Przetrwała zarówno trzęsienie ziemi z 1923 roku jak i bombardowania pod koniec drugiej wojny światowej.
P4065052.jpg
Na trzeci spacer wybraliśmy się wzdłuż kanału Meguro. Uginające się pod ciężarem kwiatów gałęzie szczelnie przykrywały płynącą kanałem wodę.
large_P4075131.jpgP4075109.jpg

Zachodnie Tokio

Stolica Japonii nie posiada jednego centrum. Z to niejedna wielkomiejska dzielnica Tokio mogłaby aspirować do miana centrum kilkumilionowej metropolii. Jednego dnia wybraliśmy się do kilku takich dzielnic leżących w zachodniej części miasta. Wpierw, idąc od kanału Meguro, doszliśmy do dzielnicy handlowej Shibuya, słynącej ze skrzyżowania, które piesi przekraczają w dowolnym kierunku: na zielonym świetle wchodzą na nie ze wszystkich stron.
P4075149.jpg
Shibuya posiada też kilka handlowych ulic z sklepami mniej i bardziej znanych światowych i japońskich marek.
90_P4075154.jpg
Dalej poszliśmy w stronę dzielnicy Harajuku, gdzie przy Cat Street ulokowane są designerskie butiki, przy Omote Sando ekskluzywne sklepy w eleganckich budynkach zaprojektowanych często przez znanych architektów, a przy Takeshita Dori sklepy z modą młodzieżową czy ciepłymi naleśnikami na wynos.
90_P4075168.jpg
Następnie szliśmy przez park z największą szintoistyczną świątynią miasta, Meiji Jingu. Park bardziej przypominał gęsty las aniżeli ogród.
90_P4075172.jpgP4075173.jpg
Dalej doszliśmy do dzielnicy Shinjuku, gdzie z czterdziestego piątego piętra stołecznego ratusza mogliśmy podziwiać panoramę miasta. Zanim odstaliśmy w kolejce i wjechaliśmy na górę, było już ciemno a z każdej strony po horyzont otaczało nas morze świateł.
90_P4075177.jpgP4075197.jpg
Okolice dworca Shinjuku pełne są restauracji i barów: to podobno rozrywkowa dzielnica Tokio. Był piątek wieczór i mijaliśmy liczne grupy pracowników w garniturach wychodzących na wieczorne piwo czy kolację po pracy.
P4075201.jpg

Muzeum Narodowe w Tokio

Muzeum posiada wiele eksponatów kultury japońskiej począwszy od czasów prehistorycznych aż po XX wiek, a jego zwiedzanie jest dobrym wstępem do zrozumienia historii kraju. Na tyłach głównego budynku muzeum znajduje się ogród, w którym wiosenna zieleń akurat mieszała się z bielą kwitnącej wiśni.
large_P4085248.jpg
Począwszy od XII wieku do 1868 roku Japonia pozostawała pod faktyczną władzą kasty wojowników (samurajów). Choć samurajowie wzorowali się na kulturze dworskiej, wytworzyli specyficzną kulturę opartą także o elementy buddyzmu i kultury ludowej. Mimo obecności cesarza, władza spoczywała w rękach szoguna, czyli naczelnego wojownika.
large_P4085239.jpg
Tokio, zwane przez większą część swojej historii Edo, było przez ponad dwieście lat centrum szogunatu, czyli wojskowej administracji feudalnej. W 1603 roku Tokugawa Ieyasu uczynił zamek w Edo główną siedzibą szogunatu i od tego czasu miasto zaczęło się szybko rozwijać. Pod koniec XVIII wieku podobno było najludniejszym miastem na świecie.
90_P4085232.jpgP4085245.jpg
To w czasach szogunatu Tokugawa (1603-1868) ubiór zwany kosode, poprzednik dzisiejszego kimono, spopularyzował się i był noszony już przez wszystkie klasy społeczne. Mieszkanki miast starały się nadążać za zmianami mody studiując specjalne książki poświęcone ubiorom. W ostatnich latach szogunatu prawie jedna trzecia mieszkańców kraju potrafiła pisać i czytać: znacznie więcej niż w ówczesnej Europie.
 90_P4085240.jpg
W okresie szogunatu Tokugawa Japonia pozostała zamknięta na obce wpływy. Jednak zagrożenie potencjalną zewnętrzną ingerencją ówczesnych rosnących potęg europejskich i amerykańskiej doprowadziło do obalenia szogunatu (1868). Aby nie dać się skolonizować, Japonia zaczęła kopiować zachodnie wzory. Po kilkudziesięciu latach intensywnych zmian, kraj kwitnącej wiśni posiadał już rozwinięty przemysł, transport kolejowy czy armię.
P4085255.jpg

Po pięciu dniach pobytu w Tokio przyszedł czas na powrót do Brukseli. W drodze powrotnej mieliśmy więcej szczęścia niż na samym początku podróży, kiedy musieliśmy czekać dzień dłużej na samolot: tym razem znalazły się dla nas wolne miejsca. W dodatku po wystartowaniu z lotniska Narita Japonia sprawiła nam ostatnią niespodziankę: na horyzoncie mogliśmy zobaczyć zarys góry Fudżi.

Posted by Jakub W 06:33 Archived in Japan Comments (0)

Kumano Kodo, Hongu

Gorące źródła

sunny 13 °C

Ostatnim odwiedzanym przez nas miejscem w regionie Kansai było Hongu: miejscowość położona na starym szlaku pielgrzymkowym Kumano Kodo w okolicy gorących źródeł kąpielowych.


W Hongu spaliśmy w hostelu Blue Sky. Hostel posiadał cztery nowoczesne i dogrzane pokoje w stylu japońskim (czyli z materacami rozkładanymi na matach), w dodatku z prywatnymi łazienkami. W cenie noclegu jedliśmy estetyczne śniadania w stylu europejskim (chleb tostowy, jajko, dżem, warzywa).
P4014672.jpgP4014670.jpg
Pierwszego dnia w Hongu poszliśmy z Olą przez las do onsenu Yunomine. Pokonaliśmy górę i po godzinie byliśmy na miejscu. Ścieżka z Hongu do Yunomine to jeden z etapów Kumano Kodo.
90_P4024678.jpg
Onsen to kąpielisko publiczne, w którym woda pochodzi z gorącego źródła. Jako kraj wulkaniczny, Japonia posiada wiele gorących źródeł.
90_P4024698.jpg
Położony w dolinie, onsen Yunomine miał trzy kąpieliska. Pierwsze, czyli źródło Tsuboyu, jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Samo źródło było obudowane małą chatką i okazało się być miniaurowe: w naturalnym skalnym basenie mieściły się tylko dwie osoby. Po kupieniu biletu i odczekaniu ewentualnej kolejki, przed drzwiami trzeba było zostawić buty a w środku odłożyć w przygotowanym koszu ubrania. Wysączająca się ze skały woda była na tyle gorąca, że do miniaturowego baseniku dolewaliśmy zimnej.
P4024694.jpg
Drugie kąpielisko w onsenie Yunomine to łaźnia publiczna, czyli dwa baseny (osobny dla kobiet i mężczyzn) długie i szerokie mniej więcej na pięć metrów. W zamykanych na kluczyk szafkach mogliśmy zostawić plecaki i ubrania, a przed wejściem do basenu trzeba było się umyć. Woda też była gorąca. Trzecia łaźnia (tzw. lecznicza) nie różniła się od tej publicznej, tyle że była mniejsza, i wypełniona tylko wodą źródlaną. We wszystkich łaźniach trzeba było mieć własny ręcznik, a w publicznej umyć się własnym mydłem. W źródełku tryskającym obok łaźni turyści gotowali jajka.
P4024701.jpg
Z onsenu też wrociliśmy przez las wybierając godzinny spacer zamiast powrotu autobusem.
P4024681.jpg
Od czasów prehistorycznych Japończycy wierzyli, że dzikie tereny półwyspu Kii w południowym Kansai są zamieszkane przez szintoistyczne bóstwa. Z nastaniem buddyzmu bóstwa zostały przechrzczone, a japońscy cesarze pielgrzymowali z Kioto w te rejony. Szlak pielgrzymki, nazywany dziś Kumano Kodo, z czasem się spopularyzował. Drugiego poranka w Hongu pojechaliśmy autobusem do przystanku Hosshinmon-oji, skąd szlakiem Kumano Kodo dotarliśmy do onsenu Yunomine od zachodniej strony. Trasa wiodła to w dół, to w górę, przez iglasty i mieszany las.
90_P4034730.jpg
W pewnym momencie szliśmy górskim grzbietem a po dwóch stronach ścieżki między drzewami było widać górzysty krajobraz.
large_P4034728.jpg
W Yunomine wsiedliśmy do autobusu i po pięciu minutach byliśmy w Kawayu, gdzie onsen znajdował się na otwartym powietrzu nad samą rzeką Otogawa. Na kamienistym brzegu wykonanych było kilka zagłębień, do których od spodu przesączała się gorąca woda o siarczanym zapachu. Na początku siedzieliśmy w małym basenie pod kwitnącą wiśnią, a potem przenieśliśmy się do chłodniejszego, z którego można było wejść prosto do zimnej rzeki.
90_P4034768.jpg
Aby nie czekać na autobus, z Kawayu podeszliśmy dwa kilometry do Ukegawa. Po drodze widzieliśmy kwitnące wiśnie, a po jednym z mostów przebiegło kilka warczących zwierząt. Myśleliśmy, że to psy, zanim okazało się, że byliśmy świadkami kłótni makaków.
P4034807.jpg
Po powrocie do Hongu zdążyliśmy zjeść lody sezamowe z automatu i zaszliśmy do świątyni Kumano Hongu Taisha, jednego z punktów docelowych pielgrzymek szlakiem Kumano Kodo.
P4034811.jpg
Dzień później opuszczaliśmy region Kansai. Z Hongu pojechaliśmy autobusem do Shingu. Na miejscu okazało się, że musimy poczekać dwie godziny na pociąg. Poszliśmy do centrum handlowego, gdzie w supermarkecie można było kupić sushi w pudełku na wynos: najlepsze, jakie dotychczas jedliśmy w Japonii! Do tego w Shingu urzekła nas życzliwość, z jaką traktowali nas spotykani Japończycy. Mimo bariery językowej byli bardzo pomocni.
90_P4044822.jpgP4044824.jpg270_P4044825.jpg
Z Shingu jechaliśmy wzdłuż morza do Nagoi. Pociąg co chwilę wjeżdżał w tunel i mijał nadmorskie miejscowości.
P4044832.jpgP4044837.jpgP4044828.jpg
W Nagoi przesiedliśmy się na japoński ekspres, czyli shinkansena. W niecałe dwie godziny byliśmy w Tokio. Po drodze mijaliśmy górę Fudżi, ale niestety była schowana w chmurach.
P4044870.jpg90_P4044875.jpg90_P4044880.jpg

Posted by Jakub W 02:38 Archived in Japan Comments (0)

Koyasan

W buddyjskim klasztorze

snow 2 °C

Z Kioto pojechaliśmy na południe regionu Kansai, do Koyasan.


W drodze zjedliśmy wczesny obiad na dworcu w Kioto w jednym z fastfoodów serwujących zupy z makaronem. Dania zamówiliśmy w automacie przed wejściem. Zupy jedliśmy na stojąco za pomocą pałeczek. Zewsząd dobiegał nas odgłos siorbania klientów.
90_P3304384.jpg
Po dwóch przesiadkach w Osace pojechaliśmy do Gokurakubashi. Ostatni pociąg nie należał do Kolei Japońskich a prywatnego przewoźnika Nankai. Okazało się, że wsiedliśmy do składu z rezerwowanymi miejscami i musieliśmy wykupić miejscówki, za to przyjechaliśmy wcześniej niż się spodziewaliśmy.
90_P3304406.jpgP3304413.jpgP3304430.jpg
W Gokurakubashi przesiedliśmy się z pociągu do kolejki górskiej, której wagonik w korytarzu między siedzeniami zamiast płaskiej podłogi miał schody.
P3304438.jpg90_P3304435.jpg
Dalej tylko krótki przejazd autobusem i byliśmy w Koyasan. Buddyjska szkoła religijna w Koyasan została założona w 816 roku przez mnicha Kobo Daishi, który wrócił z dwuletniego pobytu w Chinach. Kompleks świątynny rozrastał się przez stulecia. Dzisiaj, poza klasztorami oferującymi noclegi znajdują się tu dziesiątki świątyń. Wysiedliśmy koło kompleksu świątynnego Garan.
P3304447.jpgP3304478.jpg
Spaliśmy w pokojach hotelowych jednego z buddyjskich klasztorów: Hojo-in. Przyjął nas bardzo sympatyczny i pomocny zakonnik, który zajmował się nami przez dwa kolejne dni.
P3304469.jpg
Przed wejściem do budynku musieliśmy zdjąć buty i założyć leżące na progu czerwone kapcie.
90_P3304454.jpg
W środku budynku kapcie trzeba było zdjąć przed lekkimi przesuwanymi drzwiami, którymi wchodziło się z korytarza do pokoju. W pokoju chodziło się boso po rozłożonych na podłodze bambusowych matach.
90_P3304463.jpg
W pokoju mieliśmy małą werandę z dwoma fotelami: można było ją zamknąć przesuwanymi papierowymi drzwiami. Ponadto w ciągu dnia w pokoju stał ogrzewany stolik, przy którym można było usiąść i schować nogi pod kocem. (Stół Ola opisze Wam po przyjeździe). Wieczorem, podczas posiłku, zajmujący się nami zakonnik chował stolik i rozkładał na matach trzy materace.
90_P3304458.jpg
Aby wejść z korytarza do toalety trzeba było zmienić kapcie (toaletę dzieliliśmy z innymi gośćmi).
90_P3304461.jpg
Pierwszego wieczoru kolację zjedliśmy w sali jadalnej poprzedzielanej parawanami. Dania podano nam na niskich stolikach, przy których trzeba było usiąść na kolanach. Prawdziwa uczta dla oczu i podniebienia! W małych miseczkach podano estetycznie przygotowane gotowane warzywa, biały serek, tempurę ze słodkiego ziemniaka, jabłka, brokuła i tofu, zupę miso z tofu, coś jakby placek z rodzynkami, i marynowane warzywa. Do tego ryż i herbata, czyli podobno wegetariańska dieta tutejszych buddyjskich mnichów.
90_P3304487.jpgP3304490.jpgP3304491.jpg
Drugiego wieczora jedliśmy sami w niewielkim pokoju, już po kąpieli w łaźni, ubrani w japońskie szlafroki.
DSC07281.jpg
W ciągu dnia wybraliśmy się na cmentarz Okuno-in. Jako kolebka jednego z odłamów japońskiego buddyzmu, cmentarz i mieszcząca się na nim świątynia są do dziś odwiedzane przez wielu pielgrzymów.
90_P3314528.jpg
Cmentarz jest położony w starym iglastym lesie, w sam raz nadaje się do fotografowania.
90_P3314533.jpg
Wracając z cmentarza Ola z Dawidem wybrali się rozgrzać na kawę, a ja poszedłem na spacer po okolicznych wzgórzach Tenjikusan i Benten Dake. Zaczął padać śnieg, który początkowo topniał, a z czasem przykrył dachy i drzewa Koyasan warstwą białego puchu.
P3314560.jpgP4014602.jpg
Gdy wróciłem do klasztoru, nasz zakonnik akurat przynosił do pokoju termos z wodą na herbatę i zobaczył Olę leżącą w cieple pod stołem. Od tej pory za każdym razem gdy mnie spotykał, pytał: "Where is your sister? She is under the table?". Dla uspokojenia dodawał, że to także ulubione miejsce wypoczynku japońskich turystów.
DSC07294.jpg
Drugiego poranka w klasztorze po mszy odprawionej przez mnicha czekała mnie niespodzanka: urodzinowe ciastko i klejące ryżowe słodycze.
P4014592.jpg
Po dwóch nocach w klasztorze pojechaliśmy z Koyasan do Hongu. Wpierw, gdy zjechaliśmy górską kolejką w dół do Gokurakubashi, Ola zatrzymywała pociąg, gdy z Dawidem spokojnie korzystaliśmy sobie z toalety. Następnie w Hashimoto byliśmy trochę zdezorientowani przy przesiadce z pociągu na pociąg. W Gojo czekaliśmy na autobus do Hongu, więc mieliśmy nawet trochę czasu aby przejść się po mieście i zjeść w japońskim fastfoodzie.
90_P4014624.jpg90_P4014627.jpg90_P4014631.jpgP4014630.jpg
W przerwach podróży autobusem z Gojo do Hongu widzieliśmy wiśnie z prawie rozwiniętymi pąkami kwiatów.
P4014657.jpg

Posted by Jakub W 06:14 Archived in Japan Comments (0)

Kioto, Osaka i Nara

semi-overcast 12 °C

Kolejne trzy noclegi w Kioto wykorzystaliśmy na zwiedzanie Kioto i okolic: Osaki i Nary.


W poniedziałek na śniadanie poszliśmy na rynek Nishiki w Kioto. Sprzedawcy japońskich specjałów (ryb i owoców morza, marynowanych warzyw czy ciagnących, ryżowych słodyczy) ulokowani byli wzdłuż zadaszonego wąskiego pasażu. Ich sklepy miały wąskie fasady i głębokie zaplecza. Do gustu przypadł nam szczególnie sklep z wyrobami z sezamu: lodami, ciastkami i innymi specjałami.
90_P3274048.jpg
Po śniadaniu na rynku udaliśmy się do Osaki. Po kilkurazowym użyciu, automaty biletowe w metrze czy na dworcu były już dużo łatwiejsze w obsłudze. Ola i Dawid kupowali nawet bilety używając japońskiego interfejsu.
P3274064.jpg
Wszelkie japońskie automaty wydawały się nam pracować na przyspieszonych obrotach. Zarówno bankomaty jak czy bramki wejściowe na stację były na tyle szybkie, że trzeba było się spieszyć z odebraniem pieniędzy czy wyjęciem biletu po drugiej stronie.
90_P3274069.jpg
Między Kioto a Osaką mogliśmy podróżować pociągiem osobowym, pospiesznym lub ekspresem (Shinkansen) i każdy z nich miał wydzieloną parę torów. Pociągi pospieszne odchodziły w ciągu dnia co piętnaście lub dwadzieścia minut i zarówno wczesnym popołudniem jak i wieczorem miały zajęte wszystkie miejsca siedzące. Przejazd prawie 60 km pociągiem pospiesznym zajmował niecałe pół godziny.
P3274070.jpgP3274066.jpg
Na peronach kolejowych i w metrze wymalowane były strzałki, wzdłuż których pasażerowie ustawiali się w kolejce do drzwi wejściowych: pociągi zatrzymywały się z japońską precyzją.
90_P3274063.jpg

Osaka

W Osace wybraliśmy się wpierw na taras widokowy wieżowca Umeda Sky Building, z którego roztaczał się widok na miasto. Z prawie trzema milionami mieszkańców Osaka jest trzecim największym miastem Japonii.
P3274101.jpgP3274089.jpg
Z  wieżowca poszliśmy w stronę dzielnicy Amerika Mura pełnej młodzieżowych sklepów czy knajpek: podobno świetne miejsce do podpatrzenia ostatnich trendów mody wśród japońskich nastolatków.
P3274133.jpg
Dalej poszliśmy przez zadaszony pasaż handlowy, w którym można zrobić zakupy i zjeść. Był poniedziałkowy wieczór, a pasażem płynęła rzeka ludzi. Podobne pasaże, tylko mniejsze, widzieliśmy później w Kioto i Narze.
P3274149.jpg
Pasaż kończył się w żywej dzielnicy Dotombori. Z mostu Ebisu-bashi mogliśmy oglądać przecinający dzielnicę kanał. Z jednej strony kanału występował akurat taneczny zespół dziewczęcy śpiewający współczesne japońskie przeboje. Po drugiej stronie kanału tańczyła niewielka ale bardzo oddana grupa fanów. Obu stronom kanału przyglądali się z mostu liczni gapie. Poczuliśmy, że podobne przedstawienie możliwe jest tylko w Japonii.
large_P3274148.jpg

Nara

Japończycy podobno nie są specjalnie religijni, choć większość mieszkańców kraju wyznaje dwa systemy wierzeń: szintoizm i buddyzm. Szintoizm jest religią istniejącą tylko w Japonii, jej wyznawcy wierzą w obecność bóstw w przyrodzie i obiektach nieożywionych oraz w uprzywilejowane miejsce Japonii ponad innymi państwami. Buddyzm został przyjęty z Chin około szóstego wieku naszej ery, i choć oryginalnie narodził się w Indiach, był w Japonii postrzegany jako religia chińska. Na początku naszej ery Japończycy czerpali wzorce kulturowe przede wszystkim z Chin, na przykład bazując własny alfabet czy prawo na chińskich oryginałach. 
P3294282.jpg
W ósmym wieku naszej ery Japonia miała już państwowość obejmującą prawie cały archipelag, i była uznawana przez cesarstwo chińskie. Pierwszą stałą stolicą kraju była Nara, oddalona dzisiaj od Kioto 40 minut pociągiem.
P3284212.jpg
Na dworcu kolejowym w Narze przywitali nas emerytowani wolontariusze pomagający turystom. Widać było, że sprawia im przyjemność tłumaczyć którędy mamy udać się w stronę świątyń. Po drodze trafiliśmy do uroczego ogrodu Yoshiki-en.
P3284213.jpg
Głównym zabytkiem Nary jest świątynia Todai-ji: podobno największy drewniany budynek na świecie. Oryginał świątyni został zbudowany w ósmym wieku naszej ery.
P3284218.jpg
Budynek mieści największą istniejącą figurę Buddy z bronzu.
90_P3284223.jpg
U podstawy jednego z filarów świątyni znajdował się otwór o 50-centymetrowej średnicy. Podobno prześlizgnięcie się przez otwór gwarantuje dostąpienie buddyjskiego oświecenia. W kolejce chętnych do spróbowania stały głównie dzieci, choć nie tylko.
90_P3284229.jpg

Kioto

Ostatniego dnia w Kioto wybraliśmy się do północnej części dzielnicy Higashiyama. Szliśmy tzw. Ścieżką Filozofów, wzdłuż wąskiego kanału. Drzewa wiśni posadzone na całej długości ścieżki miały prawie rozwinięte pąki.
90_P3294293.jpg
Po drodze zaszliśmy do ogrodu przy świątyni Honen-in.
90_P3294324.jpg
Kilkaset metrów dalej znajdowała się świątynia Ginkaku-ji (tzw. Srebrny Pawilon), wpisana na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Świątynny ogród był pełen po japońsku przystrzyżonych i uformowanych drzew i krzewów.
90_P3294346.jpgP3294354.jpg
Japonia zachwyciła nas swoją czystością. Budynki w miastach nie miały żadnych zacieków ani brudu. Na ulicach nie było wielu śmietników, jednak nigdzie nie było widać śmieci. W świątyniach trzeba było zdejmować buty, ale skarpetki pozostawały świeżo białe. Darmowe publiczne toalety wszędzie świeciły przykładem czystości.
P3294375.jpg
Japończycy są bardzo kurtuazyjnym narodem. W autobusie nie wypada im zaakceptować odstąpionego miejsca za pierwszym razem. Zaprzeczanie lub odmawianie wydaje się sprawiać im przykrość. Kiedy próbowaliśmy zarezerwować obiad w jednej z restauracji, kelnerka choć pewnie wiedziała, że ma komplet gości na następny tydzień (?), wychodziła na zaplecze "sprawdzić" czy są miejsca i wracała po chwili przepraszając "Sorry, sorry, sorry". Na smartfonie pokazywała wymówki dlaczego nie może przyjąć nas na obiad w poniedziałek, wtorek i środę: "Jutro nie pracuję", "We wtorek jesteśmy zajęci", i ostatecznie "Jesteśmy zajęci do końca marca". Wymówki w pewnym momencie wyglądały sztucznie.
90_P3294363.jpg
Znajomość angielskiego wśród Japończyków jest kulejąca, gorsza niż w jakimkolwiek kraju Azji, który widzieliśmy dotychczas. Czasami zastanawialiśmy się czy obawa przed kontaktem z obcokrajowcami jest powodowana trudnościami językowymi czy zwykłym rasizmem. Na drzwiach jednego ze sklepów widzieliśmy wywieszkę "Zakaz wstępu turystom": nie do pomyślenia w Europie. Zauważyliśmy, że jeśli taksówkarze trąbili, to na turystów obcokrajowców, nawet bez uzasadnienia. Jednak zdecydowana większość Japończyków była wobec nas bardzo uprzejma.

Posted by Jakub W 07:09 Archived in Japan Comments (0)

Kioto

Pierwsze japońskie wrażenia

overcast 12 °C

Wizytę w Japonii zaczęliśmy od Kioto, dawnej stolicy kraju pełnej zabytkowych świątyń. Lotnisko w Osace było naszą bramą do kraju kwitnącej wiśni.

Kuala Lumpur

Z Sydney do Osaki lecieliśmy przez Kuala Lumpur. Między jednym a drugim lotem mieliśmy osiem godzin przerwy, więc wybraliśmy się autobusem do miasta (przejazd w jedną stronę zajmował godzinę).
P3233728.jpg
W mieście zjedliśmy w hinduskiej knajpie.
P3233740.jpg90_P3233737.jpg
Obawiając się japońskiej drożyzny Dawid wysłał mnie do fryzjera w przydworcowym centrum handlowym.
P3233744.jpg

W Japonii

Na lotnisku w Osace spotkaliśmy się z Olą, która przyleciała z Brukseli przez Frankfurt i Pekin. W Chinach podobno nieźle przetrzepali ją razem z innymi pasażerami mającymi przesiadkę. Po wyjściu z lotniska naszą pierwszą zagadką do rozwiązania było kupno biletu kolejowego w  automacie. Angielskie tłumaczenie nie wyjaśniało różnic między sprzedawanymi biletami, więc mieliśmy wątpliwości, który bilet kupić, i w który pociąg wsiadać.
P3243746.jpg
Po przyjeździe do Kioto szukaliśmy miejsca, w którym można by było zjeść ciepły posiłek. Okazało się, że na dworcu (tak jak i w wielu centrach handlowych) jedno z pięter było przeznaczone na restauracje serwujące różne japońskie, a także europejskie dania. Zabawne wydały się nam stojące przed każdą restauracją gabloty z plastikowymi atrapami serwowanych potraw. Niektóre dania wyglądały niemalże prawdziwie.
90_P3243781.jpgP3243780.jpgP3243778.jpg
Zatrzymaliśmy się w restauracji podającej rosół z tempurą, czyli kawałkami warzyw, ryb czy tofu usmażonych na głębokim tłuszczu w panierce.
90_P3243783.jpg
Sam budynek głównego dworca kolejowego w Kioto to ponad dziesięciopiętrowa nowoczesna konstrukcja z betonu, stali i szkła.
P3243776.jpg
Poza gablotami przed restauracjami, na ulicach w wielu miejscach stały automaty z napojami.
90_P3264021.jpgP3243791.jpg
Właścicielka naszego hostelu przesłała nam mejlowo dokładne instrukcje jak dotrzeć na miejsce z dworca, łącznie ze skopiowaną mapą z wklejonymi zdjęciami głównych mijanych budynków: czuliśmy się jak w quizie czy w grze w podchody. Właścicielki nie spotkaliśmy, kontaktowała się z nami drogą elektroniczną. W hostelowym pokoju znaleźliśmy książeczkę z instrukcjami, ściany były oklejone informacjami o zakazach, nakazach i sugestiach, jak na przykład, żeby rezerwować łazienkę na następny dzień na konkretną godzinę. Na kartce do rezerwacji wiszącej na łazienkowych drzwiach nie widzieliśmy żadnego wpisu: goście najwyraźniej nie przestrzegali wszystkich zaleceń.
90_P3274029.jpg
Kolejnym zaskoczeniem była zaawansowana technologia w hostelowej toalecie. Deska klozetowa okazała się podgrzewana i wyposażona w bidet, a dla oszczędności wody, kranik do mycia rąk służył przy okazji do napełniania zbiornika do spuszczania wody.
90_P3243792.jpg
Po odespaniu poprzedniej nocy ruszyliśmy zwiedzać Kioto, a dokładnie dzielnicę Higashiyama. Na śniadanie zjedliśmy lokalną przekąskę mitarashi dango: kleiste ryżowe kopytka nadziewane na kijek, polane słodkim sosem.
P3253799.jpgP3253798.jpg
Wciąż głodni szukaliśmy miejsca na wczesny obiad. Gdy znaleźliśmy polecaną w przewodniku restaurację Hisago serwującą ryż z kurczakiem, jajkiem i szczypiorkiem (oczywiście oznaczoną tylko po japońsku), zrozumieliśmy, że zakręcająca przed budynkiem kolejka to goście czekający na stolik. Poczekaliśmy i było warto: Ola zjadła rosół z wędzoną na słodko rybą (śledziem lub makrelą), Dawid ryż z jajkiem, szczypiorkiem i grzybami.
P3253812.jpg

Kioto

Na ulicach Kioto często mogliśmy spotkać Japonki ubrane w tradycyjne kimono (na zdjęciu za nami kolejka do restauracji Hisago).
90_P3253901.jpgP3253813.jpg
W porównaniu do Europy, nie wspominając o Australii czy Nowej Zelandii, miasto było gęsto zabudowane.
90_P3253890.jpg
Budynki w mieście były czyste, a te współczesne potrafiły nawiązać do tradycyjnej architektury.
90_P3253826.jpg
Kioto było stolicą Japonii między 794 a 1868 rokiem. Jednak rozkwit dworu królewskiego i kultury dworskiej w Kioto przypada na czas między 794 a 1185 rokiem, kiedy to władzę w kraju przejęli wojowniczy szoguni i Kioto w dużej mierze straciło swą polityczną rolę. W dzielnicy Higashiyama pierwszą świątynią, do której weszliśmy była Shoren-in. Tak jak we wszystkich innych świątyniach, przed wejściem do budynku musieliśmy zdjąć buty. W skromnych pomieszczeniach na podłogach rozmieszczone były maty.
90_P3253848.jpg90_P3253827.jpg
Spodobał się nam ogród, niestety wiele roślin nie miało jeszcze rozwiniętych liści. Na szczęście w Japonii rośnie dużo roślin zimozielonych i iglastych.
large_P3253858.jpg
Ogromną zaletą świątyni był spokój: wielu turystów omija Shoren-in.
90_P3253850.jpg
Kolejną świątynią, do której zaszliśmy było Nanzen-ji.
P3253878.jpg
Przyświątynne ogrody, w stylu Zen, były pedantycznie utrzymane.
90_P3253880.jpg
W drodze powrotnej do miasta trafiliśmy na zadaszoną ulicę-rynek, na której sprzedawcy zwijali swoje stragany. Udało się nam kupić rodzaj gofra nadziewanego budyniem albo fasolą na słodko.
P3253895.jpg
Znalezienie restauracji w Japonii nie było dla nas zawsze oczywiste. Czasem można było pomylić restaurację z biurem: okien często nie było widać a wejście to przesuwane drzwi, przy których trzeba czekać na wpuszczenie do środka. Gablotki z plastikowymi atrapami potraw czy plakaty przed wejściem trochę nam pomagały. Jednak wieczorem znaleźliśmy restaurację, gdzie zjedliśmy pierwsze sushi.
P3253907.jpg
Kolejny dzień zaczęliśmy od buddyjskiej świątyni wpisanej listę światowego dziedzictwa UNESCO: Kiyomizu-dera. Tłum odwiedzających świadczył o znaczeniu świątyni dla Japończyków. Do źródełka z wodą gwarantującą zdrowie i długie życie stała długa kolejka.
P3263925.jpg
Zakochani albo szukający szczęścia w miłości grawerowali specjalne tabliczki, żeby mnisi modlili się o powodzenie w ich życiu prywatnym.
P3263936.jpg
Sama świątynia była pięknie położona na zboczu doliny, w której leżało Kioto.
P3263929.jpg
Jedynie dzięki naleganiom Oli weszliśmy w podziemia jednego ze świątynnych budynków, czyli Tainai-meguri, i miejsce to spodobało się nam chyba najbardziej. W podziemiach nie było światła i po dwóch zakrętach musieliśmy iść zupełnie po omacku, aż weszliśmy do pomieszczenia ze zdobionym kamieniem, na który padała wiązka światła. Podziemia symbolizowały łono buddyjskiej bogini.
90_P3263916.jpg
Z Kiyomizu-dera poszliśmy piechotą w stronę świątyni Fushimi-Inari Taisha. Po drodze w supermarkecie kupiliśmy ryżowe przekąski zawijane w papier z glonów morskich. Musiały być nienajgorszej jakości, bo trzeba było się spieszyć, żeby nie wybrały ich przed nami lokalne babcie.
90_P3263941.jpg
Fushimi-Inari Taisha słynie z długich ścieżek prowadzących między drewnianymi łukami.
90_P3263956.jpg90_P3263980.jpg
Po kilkudziesięciu minutach otworzył się widok na przedmieścia Kioto w dolinie.
P3263974.jpg
Z Fushimi-Inari Taisha wróciliśmy pociągiem na dworzec główny w Kioto. Na dworcu zjedliśmy rosół w miniaturowym japońskim fastfoodzie: przed drzwiami stała tablica z menu i automat do zamawiania dania. Już w środku bilet z automatu podawało się sprzedawcy za ladą i po minucie na tacy lądowała zupa gotowa do spożycia. Zanim pojęliśmy jak fastfood działa, Ola z Dawidem weszli do środka i na pytanie kucharza "Do you have tickets?" zgodnie pokazali bilety kolejowe.
90_P3263993.jpg
Z dworca głównego pojechaliśmy na stację Saga Arashiyama, żeby przejść się przez bambusowy las Arashiyama. Rozpadało się, ale z małymi japońskimi parasolkami dawaliśmy radę.
90_P3263997.jpg90_P3264009.jpg

Posted by Jakub W 18:47 Archived in Japan Comments (0)

(Entries 1 - 5 of 49) Page [1] 2 3 4 5 6 7 8 9 10 »