A Travellerspoint blog

Auckland

Metropolia Nowej Zelandii

semi-overcast 22 °C

Ostatnim miejscem naszego pobytu w Nowej Zelandii było największe miasto kraju: Auckland.


Po drodze spod Tongariro zrobiliśmy zakupy i zatankowaliśmy w Papakura na przedmieściach Auckland, gdzie Dawid biegał po stacji benzynowej za kuponem uprawniającym do zniżki na paliwo. Kupon tańczył na wietrze, ale Dawidowi udało się go złapać i zapłacić 6 centów mniej za litr benzyny. W Auckland zatrzymaliśmy się w hostelu City Garden Lodge, dawnej rezydencji królowej Tonga. Obecnie budynek jest okupowany głównie przez młodych turystów z plecakami odwiedzających Nową Zelandię na kilka tygodni czy miesięcy. Wielu z nich pracuje dorywczo, żeby móc podróżować. Trafiliśmy na dużą grupę francuskojęzycznych studentów szlifujących w Nowej Zelandii swój angielski.
P3052190.jpg
Auckland to największe miasto Nowej Zelandii, jego aglomeracja skupia około jednej czwartej ludności kraju. Większość zabudowy to jednorodzinne domki z małymi ogródkami.
P3032105.jpgP3032108.jpg
Z dzielnicy Parnell, w której znajdował się nasz hostel, poszliśmy w stronę nadmorskiego bulwaru. Po drodze zaskoczył nas widok sklepu z bronią.
90_P3032114.jpg
Była sobota, na bulwarze mijaliśmy mnóstwo spacerowiczów. Auckland jest położone na przesmyku otoczonym z dwóch stron morzem, wiele osób czekało na promy płynące na okoliczne wyspy.
P3032129.jpgP3032133.jpgP3032123.jpg
Dalej zaszliśmy na targ rybny: niewielką hurtownię znajdującą się w jednym z portowych budynków.
P3032138.jpg
Centrum okazało się zabudowane wysokimi budynkami.
P3032141.jpg
Miasto miało też wiele zielonych przestrzeni.
90_P3042147.jpg
Zaszliśmy do galerii sztuki (Auckland Art Gallery), prezentującej głównie sztukę nowozelandzką, od XIX-wiecznej po współczesną. Poza niektórymi zabawnymi współczesnymi instalacjami, spodobały się nam i wywarły na nas wrażenie bardzo realistyczne XIX-wieczne portrety starszyzny Maorysów z wytatuowanymi twarzami namalowane przez Charles'a Goldie'go.
90_P3042159.jpg
Popołudniowy posiłek, czyli nadziewanego naleśnika, zjedliśmy w popularnym wśród studentów i turystów ulicznym stoisku Number 1 Pancake.
90_P3042153.jpg
Aby zobaczyć panoramę miasta, wszedłem na wzgórze Eden. Auckland zostało zbudowane na powulkanicznych wzgórzach, które zdobią krajobraz miasta niczym kopce pejzaż Krakowa. Ze wzgórza, na szczycie którego znajdował się porośnięty trawą dawny krater, można było zobaczyć jak Auckland rozlewa się po okolicy. Domek z ogródkiem dla każdego skutkuje zakorkowanym miastem.
P3042180.jpgP3042176.jpg
A na koniec dwie kawiarniane prawdy życiowe potwierdzone w ciągu ostatnich kilku miesięcy przez Dawida.
90_P3032116.jpg90_P2281904.jpg

Posted by Jakub W 12:59 Archived in New Zealand Comments (0)

Północna wyspa Nowej Zelandii

Wellington i Tongariro

sunny 22 °C

Z Picton popłynęliśmy promem do Wellington, stolicy Nowej Zelandii leżącej na południowym krańcu północnej wyspy.


Przeprawa promem zajęła trzy i pół godziny. Początkowo prom płynął między pięknymi wzgórzami Marlborough Sounds czyli zalanymi przez morze dolinami górskimi.
P2271840.jpg
Później zaszyliśmy się w mgłach spowijających Cieśninę Cooka, za to w Wellington znów świeciło słońce.
P2281862.jpg
Wellington to stolica Nowej Zelandii i drugie co do wielkości miasto kraju (licząc ludność aglomeracji) z około trzystoma tysiącami mieszkańców. Mimo nieznacznej wielkości miasto ma wiele do zaoferowania: urokliwe położenie na nadmorskich wzgórzach, nadmorski bulwar, kilka żywych ulic ze sklepami, pubami i restauracjami, oraz ciekawe muzea.
90_P2281902.jpgP2281867.jpgP2281890.jpgP2281866.jpg
My wybraliśmy się do muzeum Nowej Zelandii Te Papa. Poza ekspozycjami dotyczącymi historii geologicznej kraju (położenie na granicy dwóch płyt tektonicznych skutkujące częstymi trzęsieniami ziemi czy erupcjami wulkanicznymi), muzeum przedstawiało wystawy na temat historii kolonizacji wysp przez Maorysów a później Brytyjczyków, wpływu działalności człowieka na środowisko naturalne czy niedawnych fal imigracyjnych.
90_P2281878.jpg
Nowa Zelandia była najpóźniej zaludnionym lądem naszej planety. Pierwsi mieszkańcy, Maorysi, dotarli tu prawdopodobnie między X a XII wiekiem n.e., mniej więcej w tym samym czasie co Wikingowie zasiedlali Islandię. W muzeum Te Papa mogliśmy zobaczyć przykłady sztuki inspirowanej twórczością Maorysów, na przykład wysokie rzeźbione w drewnie bramy.
90_P2281885.jpgP2281879.jpg
Pierwszym Europejczykiem, który dotarł do wybrzeży Nowej Zelandii, był w 1642 roku Holender Abel Tasman (stąd nazwa kraju odnosi się do holenderskiej prowincji Zelandii). Jednak dopiero ponad sto lat później, w 1769 roku (czyli w przededniu pierwszego rozbioru Polski), poddany korony brytyjskiej James Cook opłynął i opisał wyspy Nowej Zelandii i południowego Pacyfiku.
P2281883.jpg
Kolonizacja brytyjska nasiliła się w połowie XIX wieku. Początkowo południowa wyspa była bardziej zaludniona: przejmowanie ziemi od Maorysów szło tam dużo łatwiej, jak magnes działała też gorączka złota. W XX wieku północna wyspa przegoniła południową pod względem zaludnienia i w samym Auckland mieszka obecnie około jedna czwarta ludności kraju.
90_P2281881.jpg
W Wellington spróbowaliśmy po raz drugi w Nowej Zelandii piwa z mikrobrowaru. W sklepie Garage Project sprzedawano piwo na wynos nalewane do plastikowych butelek. Było smaczne, choć dość gorzkie i chyba dość kacogenne. Trochę zatęskniliśmy za piwami belgijskimi.
P2281897.jpg
Na noc zatrzymaliśmy się w położonej nad morzem podstołecznej miejscowości Plimmerton. Pensjonat Moana Lodge leżał przy samej plaży: wystarczyło przejść przez ulicę.
P2281905.jpg
Trafiliśmy na piękny zachód słońca.
P2281916.jpg
Nazajutrz pojechaliśmy kilkaset kilometrów dalej: do parku narodowego Tongariro w środkowej części północnej wyspy. Północna wyspa wydała się nam dużo bardziej zróżnicowana etnicznie. W miejscowościach, w których się zatrzymywaliśmy, widzieliśmy więcej Maorysów czy Azjatów. Jeśli chodzi o krajobraz, w porównaniu do południowej wyspy była mniej górzysta a bardziej pagórkowata, bardziej zielona, wypełniona pastwiskami. Na drogach był większy ruch samochodowy, mijaliśmy większe miejscowości.
P3011935.jpgP3022092.jpg
Zatrzymaliśmy się w pensjonacie Ski Haus w miejscowości National Park. Pensjonat sprawiał wrażenie trochę zapuszczonego. Popołudniu zrobiliśmy pranie, nie zdążyło wyschnąć przed wieczorem, więc rozwiesiliśmy je w pokoju zanim pojęliśmy, że poza wrzuceniem monety trzeba włączyć w maszynie do suszenia przycisk start.
P3011958.jpg
W czwartek wybraliśmy się na jednodniowy trek do parku narodowego Tongariro. Samochód zostawiliśmy na parkingu Mangatepopo. Przez pierwsze kilka kilometrów szliśmy doliną po specjalnie przygotowanej wygodnej ścieżce.
P3011975.jpg
Po prawej stronie do zdjęć pozował wulkan Ngauruhoe.
large_90_P3011977.jpgP3021994.jpg
Później ścieżka pięła się pod górę aż do tzw. krateru południowego: dużej płaskiej przestrzeni. Za kraterem trzeba było znów iść pod górę po sypkim podłożu: mieszance piasku i kamieni. Dwieście metrów wyżej dochodziło się do punktu widokowego na znajdujący się w dole czerwony krater.
P3022051.jpg
Kilkaset metrów dalej roztaczał się widok na tzw. szmaragdowe jeziora, idealne miejsce na kanapki. Stamtąd zawróciliśmy na parking do samochodu. Wielu turystów kontynuuje dalej i kończy spacer po drugiej stronie parku narodowego.
large_P3022047.jpg

Posted by Jakub W 00:47 Archived in New Zealand Tagged tongariro wellington ski_haus_national_park moana_lodge_plimmerton garage_project_wellington Comments (0)

Abel Tasman i Picton

Nadmorskie spacery

sunny 25 °C

Na północnym krańcu południowej wyspy głównymi atrakcjami były dla nas spacery po nadmorskich wzgórzach w parku Abel Tasman i w okolicy Picton.


W Motueka nocowaliśmy w pensjonacie Eden's Edge.
P2231535.jpg
Z Motueka pojechaliśmy przez Takaka do Wainui, skąd z parkingu samochodowego wybraliśmy się na jednodniowy trek po parku narodowym Abel Tasman. Położony nad morzem park zaskoczył nas różnorodnością krajobrazu i roślinności.
large_P2241620.jpg
Wszędobylskie wheki, czyli nowozelandzkie połączenie palmy i paproci, dodawało krajobrazowi egzotyki.
P2241580.jpg90_P2241586.jpg
Przez pierwsze półtorej godziny szlak prowadził pod górę, na Gibbs Hill. Mieliśmy wrażenie iść przez śródziemnomorski busz, tyle że z dużo bardziej zieloną roślinnością niż w południowej Europie pod koniec lata.
90_P2241576.jpg
Kiedy zeszliśmy ze wzgórza w stronę morza, dotarliśmy do łąki, która na pierwszy rzut oka równie dobrze mogłaby znajdować się w Polsce.
P2241597.jpg
Gdy wydawało się nam, że zaszufladkowaliśmy na dobre krajobraz, ścieżka poprowadziła dnem wąskiej, zacienionej doliny z gęstą, jakby tropikalną, roślinnością.
90_P2241602.jpg
Dalej wyszła na pierwszą plażę (Anapai Bay) zamkniętą z dwóch stron schodzącymi do morza skałami.
P2241618.jpgP2241611.jpg
Na drugiej plaży (Mutton Cove) znajdowało się małe pole biwakowe. Zjedliśmy przekąskę obok ogromnego iglastego drzewa.
90_P2241641.jpg
Dalej poszliśmy pod górę w stronę trzeciej plaży: Whariwharangi. W miarę jak po przejściu wzgórza schodziliśmy w dół do plaży, w powietrzu pojawił się smród padliny. Okazało się, że na plaży leżały dwa martwe grindwale (po angielsku pilot whale), czyli walenie z rodziny delfinowatych. Nie miały więcej jak cztery-pięć metrów długości, dziób jednego z nich przypominał z profilu delfina. Dziesięć dni wcześniej około czterysta grindwali zagubiło się w płyciznach nowozelandzkich wód przybrzeżnych i wylądowało na pobliskim cyplu Farewell Spit. Udało się uratować tylko setkę. Podobno mniej więcej raz do roku dochodzi do podobnych tragedii, ale rzadko ginie aż tyle waleni.
P2241664.jpg
Na plaży bezskutecznie szukaliśmy pingwina, ale za to spotkaliśmy dwa czarne ptaki z czerwonymi dziobami. Po angielsku nazywają się łowcami ostryg, choć ich dieta nie jest tak do końca wykwintna, bo obejmuje także n.p. morskie i lądowe robaki.
P2241679.jpg
Z plaży znów szliśmy w górę i w dół, z widokiem na Wainui Bay. Wieczorem park pachniał pięknie jak polska łąka latem.
P2241732.jpg
Aby przywrócić równowagę ekologiczną zachwianą latami sprowadzania do Nowej Zelandii obcych gatunków zwierząt i roślin, w parku prowadzone są działania eksterminacji zaproszonych dawno temu celowo czy przypadkowo, ale już niemile widzianych, gości. Po drodze widzieliśmy mnóstwo pudełek-pułapek na gryzonie i inne małe ssaki. Wzdłuż niektórych szlaków poprzyczepiano do drzew pudełka z trującym białkiem, które miało doprowadzić do usunięcia ze środowiska os. Dzięki temu więcej pożywienia i przestrzeni miało zostać dla rodzimych gatunków ptaków czy owadów. Raz zakłóconej równowagi ekologicznej nie da rady jednak przywrócić jednorazowymi akcjami. Nowa Zelandia skazana jest na podobne działania prawdopodobnie na wiele przyszłych pokoleń.
P2241570.jpg
 Z Motueki pojechaliśmy do Picton, naszej ostatniej miejscowości na południowej wyspie.
large_P2261769.jpg
Ze względu na duże obłożenie, pierwszą noc spaliśmy w pensjonacie Sequoia, a drugą w uroczym Jugglers Rest.
90_P2271828.jpg
Pogoda znów nam dopisała, więc wybraliśmy się na spacer do punktu widokowego nad Picton, a później po wzgórzu półwyspie, z którego roztaczał się widok na Queen Charlotte Sound.
P2271805.jpgP2271810.jpg
Dzień później mieliśmy wziąć prom na północną wyspę do Wellington.
P2271816.jpg

Posted by Jakub W 22:33 Archived in New Zealand Comments (0)

Zachodnie wybrzeże południowej wyspy

Deszczowy las, skały i foki

rain 20 °C

Ze śródlądowej Wanaki pojechaliśmy wzdłuż zachodniego wybrzeża południowej wyspy na jej północny kraniec, w okolice parku narodowego Abel Tasman.


Droga z Wanaki prowadziła wpierw wzdłuż otoczonego górami jeziora Hawea. Za oknem samochodu widzieliśmy piękny krajobraz, gdzie złoty kolor suchej trawy mieszał się z ciemną zielenią drzew, brązem gór, ciemnym błękitem jeziora i granatem dalekich szczytów.
P2201300.jpg
W miarę jak droga prowadziła pod górę do przełęczy Haast (563 metry n.p.m.), chmury robiły się cięższe, zaczynało coraz więcej padać, a krajobraz stawał się coraz bardziej zielony. Okolice przełęczy były już porośnięte gęstym bukowym lasem. Zatrzymaliśmy się na krótki spacer, gdzie towarzyszyły nam wachlarzówki posępne, niewielkie ptaki skaczące z gałęzi na gałąź, od czasu do czasu dumnie rozpościerające swoje ogonki niczym wachlarze.
P2211331.jpg
Nowa Zelandia leży w strefie silnych zachodnich wiatrów obwiewających oceany otaczające Antarktydę. Na południowej wyspie wiatry te napotykają na barierę: nowozelandzkie Alpy. W miarę jak pchane wiatrem masy powietrza unoszą się w górę wzdłuż zachodnich zboczy Alp, wychładzają się, skraplają skupioną w nich parę wodną i dochodzi do wykształcenia deszczowych chmur. W efekcie zachodnie wybrzeże jest jednym z najbardziej deszczowych regionów na świecie z rocznymi opadami w wysokości dwóch i pół do siedmiu metrów! Leżąca w cieniu gór wschodnia część wyspy jest natomiast suchym obszarem kraju. O ile wybrzeże jest porośnięte gęstym deszczowym lasem, interior wytrzymującymi suchą pogodę trawami. Na wybrzeżu zatrzymaliśmy się w rezerwacie Ship Creek, gdzie można było przespacerować przez gęsty las na bagnach i na wydmach. Juz podczas pierwszego kontaktu z zachodnim wybrzeżem przeżyliśmy atak małych gryzących muszek sandflies, nowozelandzkiej specjalności.
P2211373.jpgP2211390.jpg
Szata roślinna Nowej Zelandii jest unikatowa. Około 84% nowozelandzkich roślin kwiatowych nie występuje nigdzie indziej na świecie. Jest to efekt odrębnej historii nowozelandzkich wysp i izolacji od innych lądów. Uczesany wiatrem las na wydmach zachodniego wybrzeża wyglądał jak z filmu o dinozaurach.
P2211357.jpg
Razem z Australią, Papuą i Antarktydą, Nowa Zelandia była 150 milionów lat temu częścią Gondwany, ogromnego superkontynentu półkuli południowej.
P2281875.jpg
Życie rozwijało się tu niezależnie od leżącej na półkuli północnej Laurazji. Na przestrzeni kolejnych milionów lat, Indie, Afryka i Ameryka Południowa oderwały się od Gondwany, przedryfowały przez oceany i połączyły z kontynentami Laurazji. Dochodziło wówczas do wymieszania gatunków roślin i zwierząt. Antarktyda skończyła na biegunie. Nowa Zelandia, Australia i Papua pozostały odizolowane od innych lądów. W efekcie na przykład tylko w tej części swiata można znaleźć w naturalnych warunkach torbacze.
large_P2211404.jpg
Około 70-80 milionów lat temu Nowa Zelandia odłączyła się od Australii i od tej pory życie rozwijało się tu zupełnie osobną ścieżką, nie wspominając o życiu w Azji, Europie czy Ameryce Północnej. Zachodnie wiatry i prądy morskie przynosiły czasem nowe gatunki ptaków czy owadów. Jednak to dopiero człowiek wprowadził ze sobą obce gatunki na masową skalę.
90_P2221432.jpg
W czasach prehistorycznych Maorysi przywieźli psy i szczury, a wytrzebili ogromne nielotne ptaki. Proces ingerencji w środowisko naturalne nasilił się po przybyciu osadników z Europy, którzy przywiedli tu zwierzęta i rośliny hodowlane i ozdobne, wycięli naturalne lasy, czy przełowili populacje fok.
P2221446.jpg
Jadąc wzdłuż wybrzeża na północ zatrzymaliśmy się w Franz Josef Glacier, miejscowości gdzie górski lodowiec schodzi doliną w stronę morza. Czoło lodowca jest otoczone gęstą roślinnością, jednak rok po roku cofa się ze względu na ocieplenie klimatu. W dodatku padało, więc lodowca dużo nie zobaczyliśmy.
P2211416.jpg
W miejscowości Hokitika zatrzymaliśmy się na fish and chips, czyli smażoną rybę z frytkami.
90_P2221427.jpg
Na "deser" w Punakaiki z kolei obejrzeliśmy Pancake Rocks czyli "skały-naleśniki".
P2221456.jpg
Na kolejny nocleg zatrzymaliśmy się obok Westport w Beaconstone Eco Lodge: pensjonatu urokliwie położonego w buszu. Żałowaliśmy, że nie zostaliśmy tam jednej nocy dłużej, żeby móc nacieszyć się pięknem ogrodu i okolicznej przyrody.
90_P2221472.jpg
Nazajutrz zahaczyliśmy o kolonię fok obok przylądku Foulwind. Rozkosznie było obserwować małe foki baraszkujące w wodzie i po foczemu skaczące po skałach. Po drodze przypomniała nam się sytuacja z Chorwacji, kiedy przez otwartą szybę do samochodu wpadł nietoperz. Tym razem do środka wleciał trzmiel, ale Dawid prowadząc samochód zachował zimną krew.
P2221498.jpg
W przybrzeżnych krzakach jedzenia szukały ptaki weka, z wyglądu przypominające kaczki, ale dziobiące w ziemi niczym kury.
P2221504.jpg
Dalej odbiliśmy od wybrzeża i pojechaliśmy drogą numer 6 w kierunku północno-wschodnim. W Murchison zrobiliśmy drobne zakupy: składniki do kanapek. To kolejna miejscowość, gdzie zauważyliśmy, że Nowozelandczycy lubią alkohol: wino, piwo czy mocniejsze trunki. W większych miejscowościach sklep z alkoholem (Liquorland) było łatwiej znaleźć niż sklep spożywczy. Żywność i paliwo na południowej wyspie były dość drogie. Nowozelandzcy rolnicy nie dostają subwencji do produkcji żywności, ponadto dystrybucja jest kosztowna: zarówno żywność jak i paliwa trzeba rozwieźć ciężarówkami po słabo zaludnionym terenie. Litr benzyny 91-oktanowej kosztował na południowej wyspie między 2,05 a 2,35 dolara nowozelandzkiego.
90_P3032113.jpgP2231519.jpg
Nowa Zelandia okazała się niewolna od rodzaju nacjonalizmu gospodarczego, rozprzestrzeniającego się teraz i po Europie. Wiele przedsiębiorstw reklamowało się jako "prowadzone i posiadane przez Nowozelandczyków".
P2231524.jpg
Po czterech godzinach drogi dojechaliśmy do miejscowości Motueka, skąd nazajutrz mieliśmy pójść na jednodniowy spacer po parku narodowym Abel Tasman.

Posted by Jakub W 19:29 Archived in New Zealand Tagged punakaiki hokitika foulwind weka new_zealand_west_coast beaconstone_eco_lodge Comments (0)

Wanaka

Zdobywanie szczytu nad jeziorem

sunny 25 °C

Z Te Anau pojechaliśmy do Wanaki, turystycznej miejscowości położonej w górach nad jeziorem.


W połowie drogi minęliśmy jezioro Wakatipu, nad którym leży Queenstown, nowozelandzka stolica sportów ekstremalnych.
P2191101.jpg
Nie zatrzymaliśmy się jednak w tym mieście, tylko w supermarkecie Pak'n'Save na przedmieściach, a później oglądaliśmy Queenstown z punktu widokowego w drodze do Wanaki.
P2191114.jpg
Droga wiła się serpentynami, a po przejechaniu przełęczy zatrzymaliśmy się w praktycznie wymarłej miejscowości Cardrona. W drugiej połowie XIX wieku, w czasach gorączki złota,  mieszkało tam podobno ponad tysiąc osób. Dziś można zimą jeździć na nartach, zostało też kilka zabytkowych budynków, w tym dawna sala zebrań pełniąca też funkcję kościoła.
P2191131.jpg
W Cardronie sfotografowaliśmy też trochę wiekową przydrożną skrzynkę na listy.
90_P2191129.jpg
W Wanace wieczorem wybraliśmy się do punktu widokowego na wzgórzu Mt Iron. Przechodziliśmy przez osiedle współczesnych domków jednorodzinnych (Wanaka wydawała się przechodzić boom budowlany).
P2191143.jpg
Domy były postawione wzdłuż szerokich asfaltowych ulic: w Nowej Zelandii jest mnóstwo miejsca, w tym na transport indywidualny. Transport publiczny jest słabo rozwinięty, więc bez samochodu pewnie ciężko sobie tu poradzić. Większość domów była zbudowana w bardzo prosty sposób, kryta drewnem lub sidingiem.
P2191139.jpg
Niektóre wyglądały skromnie.
P2191140.jpg
Z Mt Iron akurat startowali paralotniarze.
90_P2191159.jpg
Ze szczytu było widać dwa jeziora.
P2191171.jpg
Dzień później pojechaliśmy przez główną ulicę miasta zbudowaną wzdłuż jeziora. Przy ulicy ulokowane były restauracje, bary, sklepy i punkty usługowe. Większość budynków była zbudowana według prostych form, co często nie ujmowało im elegancji.
P2191185.jpg
Dziesięć minut drogi za miastem zostawiliśmy samochód na parkingu i zaczęliśmy podejście pod Roys Peak.
P2191196.jpg
Na zboczu pasły się owce.
P2191200.jpg
Całą drogę towarzyszyło nam słońce i piękny widok na jezioro Wanaka.
P2201226.jpg
Tysiąc dwieście metrów wyżej otworzyła się prawie 360-stopniowa panorama.
large_P2201254.jpgP2201251.jpg
Poza jeziorem, widok obejmował Mt Aspiring i leżącą u jego podnóża dolinę Matukituki.
P2201232.jpg

Posted by Jakub W 13:35 Archived in New Zealand Comments (0)

(Entries 11 - 15 of 49) « Page 1 2 [3] 4 5 6 7 8 9 10 »