A Travellerspoint blog

Dashain w Katmandu

Czyli pierwszy dzień a prawie wszystko zamknięte

sunny 23 °C


W samolocie z Kuala Lumpur do Katmandu filmy Bollywood cieszyły się zdecydowanie największą popularnością wśród pasażerów korzystających z małych ekranów indywidualnych. Przed lądowaniem na horyzoncie ponad chmurami dostrzegliśmy wierzchołki Himalajów. Kiedy samolot tylko dotknął pasa startowego, pasażerowie zaczęli wstawać i otwierać luki bagażowe, po kabinie rozszedł się zapach palonego papierosa, a stewardessy biegały usadzać pasażerów z powrotem na ich miejsca: wylądowaliśmy w Katmandu!
PA105452.jpgPA105459.jpg
Po wyjściu z samolotu każdy robił sobie obowiązkowe selfie na płycie lotniska. W budce kontroli paszportowej uśmiechnięta pani ze straży granicznej była bardziej zainteresowana konwersacją prowadzoną na smartfonie niż moim paszportem. Po przybyciu z Kuala Lumpur, Katmandu sprawiało wrażenie chaosu architektonicznego i drogowego (ciągłe klaksony) ale i luzu. Czyżby Indie wyglądały podobnie? Katmandu nękają częste przerwy w dostawie prądu, o czym przekonaliśmy się w restauracji gdy zgasły światła w całej dzielnicy.

Hotel Potala, w którym nocowaliśmy, mieścił się w tętniącej życiem turystycznej dzielnicy Thamel, wieczorami dodatkowo ożywianej dochodzącą z barów muzyką pop. Mnóstwo małych agencji turystycznych, knajpek, sklepów ze sprzętem do chodzenia po górach i z pamiątkami umieszczonych jest na poziomie ulicy, wciśniętych w ciasne zaułki i na piętra budynków. Tłum przelewa się wąskimi uliczkami, trzeba uważać na przejeżdżające samochody, motory i rowery.
PA115474.jpgPA115498.jpg
Okazało sie, że i tak wiele sklepów i restauracji jest pozamykanych, ze względu na Dashain: obchodzone przez Nepalczyków i indyjskich Gorków święto symbolizujace zwycięstwo dobra nad złem. Jest to kilkudniowy i najbardziej oczekiwany festiwal w Nepalu. Ludzie wracają ze wszystkich części świata, jak również przemieszczają się po kraju, aby świętować razem.

Trafiliśmy na dziesiąty dzień obchodów (Vijaya Dashami), kiedy starsi członkowie rodziny umieszczają na czołach młodszych czerwoną mieszankę ryżu, jogurtu i cynobru (tika) życząc im obfitości w nadchodzących latach. Właściciele naszego hotelu zaprosili gości na obchody także składając im życzenia.
PA115476.jpgPA115479.jpg
Obawiając się o dostępność biletów, pojechaliśmy na dworzec autobusowy aby kupić dzień wcześniej bilety do parku Chitwan, jednak okazało się, że ze względu na święta nie ma części sprzedawców, więc z pustymi rękoma wróciliśmy spacerem przez dzielnicę robotniczą do hotelu.
PA115488.jpg
Wieczorem przeleciała Ola z Hansem: wybraliśmy się do restauracji a potem usiedliśmy na tarasie na dachu hotelu. Następnego dnia rano okazało się, że właściciel hotelu załatwił nam bilety autobusowe do Saurahy, naszej kolejnej destynacji. Posileni naleśnikami kupionymi od ulicznego sprzedawcy ruszyliśmy na autobus.
90_PA115505.jpgPA115506.jpg

Posted by Jakub W 09:04 Archived in Nepal Comments (0)

Muzeum sztuki islamskiej

Spróbować zrozumieć Malezję

semi-overcast 30 °C

W niedzielę wróciliśmy do Kuala Lumpur. Jeszcze na lotnisku Langkawi Dawid, nie spodziewając się wysokiego ciśnienia w słuchawce z wodą w kabinie z toaletą turecką, zaoferował przypadkowy prysznic współkorzystającym z sąsiednich kabin.

Główną atrakcją niedzielnego zwiedzania Kuala Lumpur było Muzeum Sztuki Islamu z bardzo ciekawą wystawą islamskich tkanin i ceramiki, a także miniaturowych modeli znanych meczetów. Zaskoczyła mnie różnorodność rozwiązań architektonicznych: niektóre meczety przypominały kościoły chrześcijańskie, inne świątynie typowo chińskie. Dawid z kolei zauważył wiele podobieństw między tkaninami czy meblami typowymi dla Maroka a tymi używanymi po dziś dzień w Hiszpanii.
large_PA095428.jpg
Muzeum jest w miarę nowe, powstało w 1998 roku i w moim odczuciu skupia się bardziej na sztuce islamskiej innych regionów niż Malezja. W pewnym stopniu wynika to z faktu, że islam zadomowił się na terenach Azji pd-wsch (w obecnej Indonezji i Malezji) dopiero w okolicy XV wieku, później niż w krajach arabskich, w Iranie czy Azji środkowej. Innym powodem może być dążenie muzułmanów w Malezji do podkreślenia swojej tożsamości: muzułmańscy Malajowie stanowią około połowę mieszkańców kraju, Chińczycy 25%, a Hindusi mniej niż 10%, reszta to inne mniejszości etniczne wyznające islam, chrześcijaństwo i pozostałe religie. O ile Chińczycy zdominowali gospodarkę kraju, o tyle Malajowie są dominującą siłą polityczną (mającą najwyraźniej potrzebę prowadzenia polityki historycznej i budowania tożsamości dobrze znanej nam z innych regionów globu).
90_PA095432.jpgPA095438.jpgPA095443.jpg
Z powrotem w Chinatown znaleźliśmy pralnię automatyczną, gdzie przynieśliśmy jedzenie na wynos a pranie błyskawicznie upłynęło na rozmowie z dziewczyną i chłopakiem z Poznania, którzy podzielili się z nami swoim doświadczeniem z podróży na Sumatrę i do Kambodży.
PA095449.jpg
W poniedziałek rano pojechaliśmy na lotnisko na lot do Kathmandu. W kolejce do samolotu zdaliśmy sobie sprawę, że na lot czekają praktycznie sami mężczyźni: oprócz stewardess leciały z nami na jakieś 200 osób może trzy lub cztery kobiety. Okazało się, że nepalscy gastarbeiterzy wracają do domu na święta.

Posted by Jakub W 05:34 Archived in Malaysia Comments (0)

Langkawi

Relaks w porze monsunu

rain 30 °C

Wyspa Langkawi leżąca na zachodnimi wybrzeżu Malezji przy granicy z Tajlandią była drugim celem naszej podróży. Wylądowaliśmy na wyspie w czwartek po zmroku. Trwający niecałą godzinę lot umiliła nam konwersacja z siedzącym obok Japończykiem, będącym na rocznym stypendium w Singapurze. Razem ze swoim chińskim kolegą wybrali się na krótki weekend na wyspę. W trakcie lotu przez szybkę było widac niegroźnie błyskające na horyzoncie błyskawice.


Plaża na południowo zachodnim krańcu wyspy jest magnesem przyciągającym malezyjskich i zagranicznych turystów na masową skalę: każdego dnia przylatuje tu przynajmniej kilkanaście samolotów z Kuala Lumpur, Singapuru i innych miejscowości. W pobliżu plaży wyrosło coś na kształt dużego (Pantai Cenang) i małego (Pantai Tengah) Władysławowa, tyle że w tropikach: hotele, knajpy, budki z jedzeniem, bungalowy oferujące masaż stóp itp. Turyści jeżdżą oglądać zlokalizowane w lesie na wyspie wodospady, pływają na motorówkach i statkach oglądać okoliczne wysepki.
large_PA095407.jpg
Zatrzymaliśmy się w mniejszej z dwóch turystycznych miejscowości w T-Star cottages: pawilonach gęsto upakowanych wzdłuż głównej alejki, jednak w sposób pozwalający cieszyć się widokiem egzotycznej roślinności ogrodu. Po przylocie i umiejscowieniu w naszym maleńkim pawilonie ochoczo zabrałem się za pierwsze ręczne pranie.
PA075358.jpg
W piątek, po śniadaniu w Cactus Inn (popularny w Malezji naleśnik roti canai), wybraliśmy się na plażę, skąd udało się nam gościnnie skorzystać z basenu w pobliskim ośrodku. Na obiad zaszaleliśmy i zjedliśmy po indyjsku w restauracji The Woods (kurczak tandoori i tikka masala), gdzie złapała nas ciężka ulewa. Przypomnieliśmy sobie o schnącym na zewnątrz praniu: dowiedzieliśmy się, że to końcówka sezonu monsunowego, kiedy opady bywają często bardziej intensywne niż zazwyczaj.
PA075356.jpg90_PA075376.jpg
W sobotę wybraliśmy się do pobliskiego portu, położonego na południowym krańcu wyspy, jednak lejący się z nieba żar szybko skierował nas z powrotem w stronę basenu, w którym jednak nie było dane się nam schłodzić : zatrzymał nas hotelowy strażnik a my udawaliśmy, że nic nie rozumiemy po angielsku. Rozczarowanie Dawida było ogromne. Poleżeliśmy więc w cieniu na plaży i wróciliśmy do pawilonu, gdzie okazało się, że małpy okradają sąsiadów z pozostawionej na zewnątrz żywności. Poszliśmy spacerem do Pantai Cenang, gdzie zjedliśmy lokalny obiad w obdrapanej knajpce Selera Tanjung, daliśmy rybom akwariowym poobgryzać stopy, a na koniec wypiliśmy na plaży sok z kokosa. Czas "wakacji" miał się ku końcowi: w niedzielę rano samolot powrotny do Kuala Lumpur.
90_PA075374.jpgPA075373.jpgPA085393.jpg

Posted by Jakub W 01:26 Archived in Malaysia Comments (0)

Malezja, nasz pierwszy cel podróży

Kuala Lumpur, czyli spotkanie Wschodu z Zachodem

overcast 30 °C

Kuala Lumpur jest dużym hubem lotniczym w Azji. Miasto to niespodziewanie okazało się pierwszym celem naszej podróży (przypuszczaliśmy, że prędzej czy później zmienimy tu tylko samolot).


Do Malezji lecieliśmy z przesiadką w Abu Zabi. Ten port lotniczy to współczesny most między Europą a Azją: krzyżują się tu drogi chińskich i europejskich turystów czy azjatyckich gastarbeiterów. Kolejka do każdego samolotu pełna ludzi o różnorodnym wyglądzie czy ubiorze. Tylko w tej do Rijadu na wejście do samolotu oczekiwali praktycznie sami mieszkańcy południowej Azji lecący do pracy.

Kolejne kilka godzin lotu i jesteśmy nazajutrz w Kuala Lumpur. Stolica Malezji zaskoczyła nas różnorodnością swoich mieszkańców: oprócz malajskiej większości mieszka tu wielu Chińczyków i Hindusów. Zachodnie wybrzeże kontynentalnej części Malezji (druga częśc kraju to północny kraniec wyspy Borneo) leży wzdłuż cieśniny Malakka, morskiej drogi handlowej między wschodnią a południową Azją (i dalej Europą). Od wieków obszar ten był pod wpływem kupców i kolonizatorow chińskich, arabskich (przynieśli tu islam, teraz dominującą religię), czy europejskich (początkowo portugalscy, później holenderscy, w końcu brytyjscy).

Różnorodnośc etniczna przekłada się na bogactwo lokalnej kuchnii.
PA065297.jpgPA065291.jpg PA065292.jpg
Nasz hostel mieści się w dzielnicy Chinatown, na ulicy z obdrapanymi dwu-trzy piętrowymi budynkami, między którymi upchnięty jest rynek z “chińskimi” produktami: butami, ubraniami, elektroniką, akcesoriami “mody” itp. Tam też zjedliśmy na kolację laksa penang: ostrą i zawiesistą zupę rybną na bazie mleczka kokosowego z grubym warkoczami makaronu ryżowego. W środku poza makaronem pływało jajko, mała cytrynka, liście przyprawy o cytrynowym smaku i niezydentyfikowane warzywa. Ostre aż do płaczu. W głębi sali jadalnej stała jakby automatyczna waga podnosząca i obniżająca w bardzo szybkim tempie niebieski becik. Podejrzewaliśmy, że to może jakaś szybko psująca żywnośc, dopóki z becika nie doszedł nas płacz niemowlęcia, do którego za chwilę podeszła z butelką pracująca w kuchni mama.

PA055281.jpgPA065294.jpg

Następnego dnia na śniadanie zjedliśmy yong tau fu: pyszny rosół z makaronem, kulkami tofu o smaku niby-rybnym, smażonym jajkiem, szczypiorkiem i kiełkami soji. Pani prowadząca stoisko dobrze oceniła naszą kulinarną amaorszczyznę, bo ostrą przyprawę łaskawie podała nam na talerzyku obok.

Obiad zjedliśmy w podziemiach centrum handlowego, tzw. Food Republic, gdzie dziesiątki stoisk z jedzeniem oferują przeróżne dania azjatyckie i europejskie. Widac, że stołuje się tam młode pokolenie. Jeśli Food Republic wyznacza kierunek zmian kulinarnych, w którym zmierza kuchnia azjatycka, to można stwierdzic, że upodabnia sę ona do europejskiej: standardem na prawie każdym talerzu są osobne porcje mięsa, ryżu (makaronu czy innego produktu zbożowego) i warzyw, podlane ewentualnie sosem. Zabawnie było obserwowac azjatycką fascynację żywnością zachodnią: słodkie i sztucznie wyglądające pieczywo faszerowane parówką czy oblane jajkiem, zafoliowana pizza, itp. Ciekawe czy kuchnia azjatycka w wydaniu europejskim też wywołuje u Azjatów uśmiech politowania?
PA065346.jpg
270_PA065347.jpg90_PA065352.jpg90_PA065351.jpg
Pobyt w KL wykorzystaliśmy do zrobienia ostatniej potrzebnej nam szczepionki, w schludnym centrum medyczym mieszczącym się w Petronas Towers, 452-metrowych bliźniaczych wieżowcach, wizytówce współczesnego KL. Po zaszczepieniu Dawid wyruszył w poszukiwaniu nowych butów, a ja udałem się na pocztę. Trasa przez centrum miasta wyglądała zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażałem. Nie wiodła wzdłuż ulicy zabudowanej pierzejami budynków, ale zabudowaną i klimatyzowaną kładką dla pieszych wiszącą nad ulicą (wzdłuż a nie w poprzek), między biurowcami. Dalej automatycznie przeszła w luksusowe centrum handlowe, klucząc między eleganckimi sklepami. Sama poczta była schowana na trzecim piętrze trochę obdrapanego budynku kryjącego kolejne centrum handlowe, gdzie swoje sklepy z tanią elektroniką i ubraniami prowadzili lokalni kupcy.

W drodze na pocztę zagadnął mnie mniej więcej 50-letni Belg, który większą część roku spędza w Azji pd-wsch z, jak to określił, dziewczyną. Niestety po 15 latach związku dziewczyna chce ukryć przed swoją rodziną fakt, że wezmą ślub. Na dziecko nie chce się zgodzić. “Chyba czas zerwać”, stwierdził zrezygnowany i poszedł dalej krążyć po mieście. Okazałem się niezbyt dobrym pocieszycielem, na odchodne mogłem rzucić “powodzenia”. Inna odsłona europejsko-azjatyckiego mariażu...
large_90_PA065327.jpg
Tego samego dnia zdążyliśmy jeszcze wjechać na wieżę widokową KL Tower, z której roztacza się panorama miasta rozciagniętego po sam horyzont. W KL nie ma metra, a szynowy transport publiczny w centrum miasta prowadzony jest nad ziemią. Korzystaliśmy z poprowadzonej na betonowych słupach kolejki monorail: dobry sposób na oglądanie miasta z góry. KL jest zdecydowanie nowocześniejsze niż przypuszczałem.
90_PA065302.jpgPA065301.jpg
Wieczorem mieliśmy samolot na wyspę Langkawi. Wakacyjne rozleniwieni zorientowaliśmy się w drodze na lotnisko, że wyszliśmy z hostelu zdecydowanie za późno: oczekiwanie na monorail a później na odjazd autobusu na lotnisko nieźle się nam dłużyły. Po przyjeździe na lotnisko dobiegliśmy do punktu nadania bagażu w ostatnim momencie... Dzięki temu mógł się zacząc kolejny etap naszej podróży.

Posted by Jakub W 05:34 Archived in Malaysia Comments (0)

(Entries 46 - 49 of 49) « Page .. 5 6 7 8 9 [10]