A Travellerspoint blog

Sydney

Miasto plaż i urzekających widoków

all seasons in one day 30 °C

Ostatnim odwiedzanym przez nas miejscem na półkuli południowej było Sydney: najstarsze, największe i najbardziej różnorodne miasto Australii. Dzięki pięknej lokalizacji, ciepłemu klimatowi, czystości i miejskiej elegancji, Sydney przypadło nam do gustu najbardziej spośród odwiedzanych przez ostatnie pół roku miast.

Sydney leży w takiej samej odległości od równika jak Rabat w Maroku. Temperatura nie spada tu poniżej zera, nawet w czasie zimowych nocy. Pogoda w mieście jest jednak kapryśna i zależna od układu suchych lądowych i wilgotnych morskich mas powietrza. Trafiliśmy akurat na parną i burzową aurę na przełomie lata i jesieni.
01_P3183385.jpg
Po przylocie z Tasmanii zatrzymaliśmy się w dzielnicy Coogee u Agnieszki, Kuby, Julii i Roberta. Było to nasze spotkanie po kilkunastu latach. Agnieszka i Kuba upiekli pysznego łososia i sernik, i uchylili nam rąbka tajemnicy: rewelacyjny smak ryba zawdzięczała sosowi sojowemu i imbirowi, a sernik masłu orzechowemu.
02_P3193462.jpg
Atutem Sydney jest położenie nad oceanem i wdzierającą się w głąb lądu zatoką morską o poszarpanej linii brzegowej. Dzięki temu w mieście i jego okolicach jest mnóstwo plaż, z których mieszkańcy korzystają przez większą część roku, a co odważniejsi także podczas australijskiej zimy.
03_P3193437.jpg
Z Coogee przespacerowaliśmy się wzdłuż oceanu do Bondi, najbardziej znanej plaży miejskiej w Sydney. Trasa spacerowa wiodła przez dzielnice domków jednorodzinnych i niskiej zabudowy wielorodzinnej zbudowanej na stromych klifach, miejskie plaże, parki, ośrodki sportowe i nawet stary, malowniczo położony cmentarz. 
90_05_P3193429.jpg04_P3193418.jpg90_04_P3193424.jpg
Dzień później Ewa i Irek zabrali nas na wycieczkę po miejskich punktach widokowych leżących nad oceanem czy zatoką (n.p. w Watson's Bay). Centrum Sydney, ocean i gęsta zwrotnikowa roślinność pojawiały się to z prawej to z lewej strony. Po wycieczce zatrzymaliśmy się na piknik z serem i bąbelkami. Nie obyło się też bez kąpieli w Zatoce Rekinów. Nazwa skłaniała do szybkiego powrotu na plażę, jednak orzeźwiająca temperatura wody (około 20 stopni) zachęcała do dłuższego pływania.
07_P3203486.jpg
Aglomeracja miejska Sydney liczy sobie około cztery i pół miliona mieszkańców, czyli mniej więcej 20% ludności Australii. Miasto zostało założone już w 1788 roku. O ile początkowo było brytyjską kolonią karną, rosło przez cały XIX wiek i z tamtej epoki pochodzi wiele murowanych budynków.
90_08_P3213502.jpg
We wtorek późnym popołudniem mogliśmy przespacerować się eleganckimi ulicami centrum, akurat kiedy mieszkańcy Sydney wracali z pracy po rzęsistej ulewie.
90_09_P3213585.jpg
W parkach miejskich najczęściej spotykanymi przez nas ptakami były ibisy czarnopióre.
09_P3213533.jpg
Współcześnie ponad jedna trzecia mieszkańców miasta nie urodziła się nawet w Australii! Kolejne wieczory gościliśmy u Johna z Zimbabwe i Najiba z Francji przy apetycznych drinkach i opowieściach o życiu na odległym kontynencie.
10_P3223719.jpg
Dwa dni później Irek i Ewa zawieźli nas na spacer po północnej stronie zatoki: Bradley's Head, Hunters Bay, a na koniec do dzielnicy Kirribilli z widokiem na operę. Podczas spaceru, poza panoramą miasta mogliśmy zobaczyć kukabarę, zdziczałe indyki, wygrzewającą się w słońcu półmetrową jaszczurkę i termity w akcji: i to wszystko w sercu największej australijskiej metropolii!
90_11_P3223614.jpg
Długa linia brzegowa stanowiła piękne tło dla panoramicznych ujęć.
12_P3223626.jpg
Otoczona wodą opera to bezsprzecznie główny symbol miasta.
large_13_P3223690.jpg
Operę można oglądać z wody, mostu i całego mnóstwa niespodziewanych punktów widokowych w mieście.
13_P3223644.jpg
Sam budynek opery okazał się być mniejszych rozmiarów niż oczekiwaliśmy, jednak ciekawa architektura i położenie nad samą wodą tuż obok pięknego ogrodu botanicznego, to jego bezsprzeczne atuty.
14_P3213548.jpg14_P3213518.jpg
Most spinający centrum z północnymi przedmieściami (Sydney Harbour Bridge) to druga wizytówka miasta. Razem z Najibem przespacerowaliśmy się po moście podziwiając wczesnowieczorne widoki.
large_15_P3223702.jpg
Transport publiczny w Sydney jest dobrze rozwinięty. Poza pociągami podmiejskimi, szybkimi tramwajami i autobusami, mieszkańcy miasta korzystają z tramwajów wodnych, czy raczej promów łączących przede wszystkim nabrzeże Circular Quay w centrum z dzielnicami położonymi nad zatoką. Z Najibem popłynęliśmy promem do Manly, a prom niewątpliwie został naszym ulubionym miejskim środekiem transportu w Sydney.
90_16_P3223656.jpg16_P3223674.jpg

Posted by Jakub W 08:57 Archived in Australia Comments (0)

Tasmania

Kraina diabła

sunny 24 °C

Australijska wyspa Tasmania była kolejnym etapem naszej podróży.


W poniedziałek wieczorem przylecieliśmy z Melbourne do Hobart i odebraliśmy na lotnisku samochód. Tak jak w Nowej Zelandii, transport publiczny w Australii jest dość drogi i nie zawsze dociera do mniejszych miejscowości. Cenowo często opłaca się wynająć samochód, szczególnie jeśli nie chce się być zależnym od łapania stopa.
90_02_P3152999.jpg
Hobart to drugie po Sydney najstarsze miasto Australii. Pierwsi europejscy osadnicy dotarli tu w 1803 roku. Kilkanaście lat później miasto rozrosło się jako kolonia karna: na Tasmanię przysyłano dziesiątki skazanych z przepełnionych brytyjskich więzień. W połowie XIX wieku tętniło życiem pełne żołnierzy, wielorybników i prostytutek.
03_P3142954.jpg
Dzisiaj, jak na ponad dwustutysięczne miasto, Hobart ma wiele sklepów, kawiarni czy restaurcji.
90_04_P3142835.jpg
Zabytkowa część Hobart znajduje się nad wodą. Budynki użyteczności publicznej stoją jedną czy dwie przecznice od morza, na nabrzeżu w sąsiedztwie mariny miesczą się puby i restauracje.
05_P3142848.jpg
Na nabrzeżu znaleźliśmy też replikę pierwszej australijskiej naukowej bazy antarktycznej z początku XX wieku.
90_06_P3142852.jpg
Przyportowe składy na rynku Salamanca to dobry przykład XIX-wiecznej kolonialnej architektury australijskiej.
90_07_P3142856.jpg
Znajdująca się za rynkiem Salamanca dzielnica Battery Point przypominała z kolei spokojną XIX-wieczną mieścinę brytyjską.
08_P3142861.jpg08_P3142864.jpg
Hobart położone jest u stóp Mt Wellington, góry wznoszącej się na 1270 metrów n.p.m. Na Mt Wellington wszedł Karol Darwin i Marek Twain, my wjechaliśmy samochodem. Z góry roztaczał się widok na poszarpane morskie wybrzeże południowo-wschodniej Tasmanii.
large_09_P3142875.jpg
Roślinność na szczycie przypominała nam Key Summit na południowej wyspie Nowej Zelandii.
10_P3142871.jpg
Zjeżdżając z góry trafiliśmy na kolczatkę, czyli jajorodnego prassaka przypominającego dużego jeża z długim dzióbkiem. Akurat przechodziła przez jezdnię, gdy wyjechaliśmy zza zakrętu.
11_P3163050.jpg11_P3142897.jpg
Poza kolczatkami, dziobaki to inne australijskie ssaki składające jaja. Tasmania ma też kilka endemicznych, czyli występujących tylko tutaj, gatunków ssaków torbaczy. Jednym z nich jest diabeł tasmański: zwierzak przypominający skrzyżowanie prosiaka ze szczurem, mięso- i padlinożerny. W naturze bardzo ciężko je spotkać, więc wybraliśmy się zobaczyć je w Tasmanian Devil Conservation Park w miejscowości Taranna.
X11_P3183334.jpg
Wilkowór tasmański, gatunek dzikiego psa (też torbacza), z sierścią układającą się w pręgi, został wytrzebiony przez człowieka osiemdziesiąt lat temu.
12_P3142896.jpg
Z Hobart pojechaliśmy na Półwysep Tasmana, gdzie na kolejne cztery noce mieliśmy zarezerwowany w ośrodku wczasowym Port Arthur segment letniskowy w czworakach. 
13_P3163006.jpg
Po zapadnięciu zmroku okazało się, że do ośrodka wychodzą z lasu małe kangury i kicają sobie w poszukiwaniu żywności. Udało się nam je zobaczyć także w ciągu dnia.
90_X14_P3183346.jpg14_P3173280.jpg
Krajobraz Tasmanii wydawał się nam bardziej dziki niż pejzaż kontynentalnego kawałka Australii, jaki dotychczas widzieliśmy.
15_P3142953.jpg
Tak jak w całej Australii, dużym zagrożeniem są pożary. Szczegółowe instrukcje jak zachować się w przypadku zagrożenia podawane były w każdym z naszych noclegów.
90_P3163039.jpg
W środę pojechaliśmy na krótki spacer po plaży w Zatoce Piratów.
16_P3152966.jpg
Kilka kilometrów dalej mogliśmy obejrzeć Blowhole, Łuk Tasmana i Diablą Kuchnię, czyli przybrzeżne formacje skalne. Zostały ukształtowane pod wpływem siły morskich fal w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat, kiedy poziom morza podniósł się po ostatniej epoce lodowcowej.
17_P3152974.jpg
W turystycznym barze sprzedawano lokalne ostrygi. W porównaniu do tych z Europy były większe a w smaku wydawały się bardziej kremowe.
90_18_P3152982.jpg
Nazajutrz pojechaliśmy na kilkugodzinny spacer do przylądka Raoul. Samochód zostawiliśmy we wiosce Stormlea.
X18_P3163172.jpg
Początkowo szliśmy przez zarośla, w których trawę skubały sobie małe kangury (wallabies). Później weszliśmy w wysoki i gęsty las eukaliptusowy, podobnie jak w Australii kontynentalnej intensywnie pachnący.
19_P3163065.jpg
Po niecałej godzinie doszliśmy do punktu widokowego znajdującego się na półce skalnej zawieszonej 400 metrów nad poziomem morza.
large_90_20_P3163149.jpg
Dalej schodziliśmy przez gęsty las rosnący w cieniu góry. Z czasem stawał się coraz rzadszy i niższy na obszarach wystawionych na działanie wiatru. Na końcu przylądka szliśmy przez niski busz, a z klifu było widać morze.
21_P3163084.jpg21_P3163089.jpg
Kolejnego dnia wybraliśmy się na następny dłuższy spacer: tym razem do przylądka Hauy. Samochód zostawiliśmy na parkingu przy campingu w zatoce Fortescue.
X22_P3173284.jpg
Znów towarzyszyła nam dobra pogoda. Wpierw szliśmy w górę przez suchy las a w pewnym momencie roślinność była na tyle niska, że otworzył się przed nami widok na okoliczne klify, w tym urwiska półwyspu Hauy.
X23_P3173246.jpg
Dzień później wracaliśmy na lotnisko w Hobart na samolot do Sydney. Byliśmy podekscytowani podróżą do największej australijskiej metropolii, choć trochę żal było nam opuszczać Tasmanię, ze świadomością, że nie starczyło nam czasu na górski interior wyspy i muzeum MONA w Hobart.
X24_P3183348.jpgX24_P3142934.jpg

Posted by Jakub W 05:17 Archived in Australia Comments (0)

Adelaide

Południowa Australia czyli kangury w winnicy

overcast 24 °C

Do stolicy Południowej Australii, Adelaide, przyjechaliśmy na trzy dni samochodem.


Po przejechaniu Great Ocean Road w Wiktorii minęliśmy granicę stanową i wjechaliśmy do Południowej Australii. W drodze mijaliśmy pola oraz region winnic (Coonawarra): Południowa Australia słynie z produkcji czerwonego wina. Co ciekawe, na granicy między stanami stał śmietnik i znaki nakazujące wyrzucenie wszelkich owoców czy warzyw. Kilka dni później, po przylocie do Tasmanii, widzieliśmy podobną kontrolę na lotnisku w Hobart. Akcje takie podobno prowadzi się w celu powstrzymania inwazji szkodników.
90_P3102679.jpg
Mijane miejscowości świadczyły o imigranckim charakterze kraju. W niewielkich miasteczkach było miejsce na kościół katolicki, anglikański czy inny protestancki. Mieszkańcy Południowej Australii mówią z bardziej brytyjskim akcentem niż w południowo-wschodniej części federacji i lubią żartować, że w odróżnieniu od innych regionów kraju nie są potomkami brytyjskich więźniów a dobrowolnej imigracji.
90_P3102683.jpg
Podczas jednego z postojów obserwowaliśmy chmarę hałaśliwych papug siedzących na drzewie, prawdopodobnie kakadu cienkodziobe. Australia zaskoczyła nas egzotyką, różnorodnością i liczebnością ptaków.
270_P3102681.jpg
Przez większą część trasy jechaliśmy po wysuszonych gorącem lata równinach. Kilkanaście kilometrów przed Adelaide krajobraz niespodziewanie się zmienił: wjechaliśmy na zielone, porośnięte rzadkim lasem, wzgórza.
P3112737.jpg
W Adelaide zatrzymaliśmy się u Danielle i Nick'a. Popołudnia spędziliśmy na tarasie z widokiem na miasto i morze w oddali, obserwując przy okazji coraz to inne ptaki. Śpiewy, szczebiotanie i ćwierkanie roznosiły się po okolicy jak gdzieś na łące a nie na przedmieściach milionowego miasta.
90_P3112728.jpg
W sobotę Danielle i Nick pokazali nam trzy winnice w McLaren Vale, gdzie próbowaliśmy lokalnych win. Wszystkie trzy, zarówno ta elegancka jak i te prostsze, były pięknie położone wśród okolicznych wzgórz. Poza dobrym winem spróbowaliśmy smacznego australijskiego sera: pleśniowego i wędzonego. W jednej z winnic mogliśmy z tarasu obserwować jak między rzędami winorośli kicały sobie kangury.
90_P3112735.jpg90_P3112740.jpg
W niedzielę pojechaliśmy do centrum Adelaide. Budowa miasta zaczęła się w pierwszej połowie XIX wieku, centrum ma więc sporo zabytkowych budynków i żywy deptak ze sklepami, barami i restauracjami.
P3122817.jpg90_P3122784.jpg
Na obiad zjedliśmy po sznyclu przykrytym warstwą mozzarelli i parmesanu: australijską wersję niemieckiego oryginału serwowaną w niejednym miejscowym pubie.
90_P3122805.jpg
Później zaszliśmy do pubu z belgijskim piwem.
90_P3122806.jpg
Adelaide ożywa w marcu dzięki licznym festiwalom: przede wszystkim dzięki muzycznemu Adelaide Festival i pełnemu przedstawień teatralnych i performansów Adelaide Fringe. W ramach Adelaide Fringe w miejskim parku ulokowało się wesołe miasteczko i targ rękodzieła.
P3122797.jpgP3122799.jpg
Dodatkowym urokiem miasta jest jego nadmorskie położenie.
P3112755.jpg
Po wizycie u rodziców Danielle wróciliśmy wzdłuż morza, gdzie przy długiej na kilometry ulicy były ulokowane głównie jednorodzinne domy z wielkimi oknami. Większość zabudowy w mieście jest parterowa i jednorodzinna, więc Adelaide (jak i inne mniejsze mijane przez nas miejscowości) jest bardzo rozległe. Dopiero od niedawna buduje się więcej bloków, bliźniaków czy zlepionych ze sobą domów jednorodzinnych. Jednak ceny nieruchomości w ciągu ostatnich lat poszybowały ostro w górę. Sytuacja sprzed dwóch pokoleń, kiedy rodzina imigrantów mogła pozwolić sobie na zakup domu po kilku latach pracy w Australii, jest dziś odległym wspomnieniem.
P3112763.jpg
W poniedziałek wracaliśmy samochodem do Melbourne na wieczorny samolot do Hobart w Tasmanii.

Posted by Jakub W 15:55 Archived in Australia Comments (0)

Great Ocean Road

Kangury, koala i deszczowy las

sunny 26 °C

Z Melbourne (stan Wiktoria) pojechaliśmy na zachód wzdłuż południowego wybrzeża (tzw. Great Ocean Road) do Adelaide w stanie Południowa Australia.


Z Melbourne przez pierwszą godzinę jechaliśmy autostradą, aż do początku Great Ocean Road.
01_P3082396.jpg
W Anglesea zatrzymaliśmy się aby rozprostować nogi. Pani w informacji turystycznej przekonała nas, że warto pojechać na tamtejsze pole golfowe, gdzie w półdzikich warunkach żyją kangury i za opłatą można obejrzeć je z bliska. W godzinach popołudniowych kangury akurat wypoczywały w cieniu.
P3082726.jpg02_P3082415.jpg
Za Anglesea droga wiła się na zboczu wzgórz schodzących do oceanu. W Lorne przyszła pora na kanapki. Zjedliśmy je w punkcie widokowym Teddy.
03_P3082427.jpg90_03_P3082431.jpg
Za Apollo Bay trasa oddaliła się od wybrzeża. Początkowo mijaliśmy pola na wzgórzach.
04_P3082455.jpg
Później jechaliśmy przez wysoki las, który w miarę zbliżania się do morza karłowaciał.
90_05_P3082467.jpg
Spaliśmy na półwyspie Otway na polu namiotowym Bimbi Park, reklamującym się jako "wypoczynek pod misiami koala". Okazało się, że to nie puste hasło reklamowe. Nad naszym bungalowem smacznie sobie spał przyczepiony do gałęzi eukaliptusa koala. Dopiero w nocy pobudził się do życia a dach bungalowu najwyraźniej służył mu za wybieg do spacerów.
06_P3082482.jpg
Koala żywią się jedynie niektórymi z gatunków eukaliptusa.
270_07_P3082555.jpg
Z Bimbi Park poszliśmy na pobliskie wzgórze: okoliczne pola i nadmorski busz mieniły się w ciepłych kolorach popołudniowego słońca.
08_P3082518.jpg
Po ścieżce biegały wyglądające na niezbyt przyjaźnie nastawione mrówki mniej więcej dwucentymetrowej długości.
08b_P3082551.jpg
Później wybrałem się jeszcze na spacer do plaży Station, a do Bimbi wróciłem okrężną trasą po nadmorskim klifie i dalej gruntową drogą przez pola, gdzie mniej więcej w czasie zachodu słońca trafiłem na dwa obserwujące mnie z odległości kangury. Po chwili jak na sprężynach skoczyły w pole.
large_09_P3082533.jpg
Półwysep Otway porośnięty jest lasem deszczowym strefy umiarkowanej, występującym w górskich obszarach południowo-wschodniej Australii. Ponieważ większa część takich lasów została wycięta, w stanie Wiktoria na przykład zajmują tylko około półtora promila jego powierzchni. Najwyższym drzewem w obserwowanym przez nas lesie deszczowym był eukaliptus królewski, dorastający do stu metrów wysokości, chroniący dolne warstwy lasu przed nadmiarem słońca.
90_10_P3092591.jpg
W warstwie podszytu dominowały wielkie paprocie.
90_11_P3092606.jpg
Na edukacyjny spacer po lesie wybraliśmy się do parku Otway Treetop Walk. Szliśmy ścieżką poprowadzoną po metalowej konstrukcji, wznoszącą się do kilkadziesięciu metrów ponad ziemią.
90_12_P3092584.jpg
Główną atrakcją Great Ocean Road, obleganą przez dziesiątki chińskich turystów, jest Dwunastu Apostołów, czyli kilka oderwanych od nadmorskiego klifu ogromnych skał.
large_13_P3092634.jpg13_P3092639.jpg
Za Dwunastoma Apostołami krajobraz stał się mniej pofałdowany i bardziej suchy.
14_P3092659.jpg
Kolejną noc spędziliśmy w motelu Heywood Motor Inn. Następnego dnia ruszyliśmy dalej do Adelaide.
15_P3092663.jpg

Posted by Jakub W 15:40 Archived in Australia Comments (0)

Melbourne

Artystyczna, kosmopolityczna i sportowa metropolia Australii

sunny 25 °C

Pobyt w Australii zaczęliśmy od Melbourne, gdzie po przylocie wynajęliśmy samochód, i skąd pojechaliśmy wzdłuż oceanu w stronę Adelaide.


Z ponad czterema milionami mieszkańców, Melbourne jest drugim największym miastem Australii. Jest też mniej więcej trzykrotnie większe niż najludniejsze miasto Nowej Zelandii, czyli Auckland.
90_02_P3062283.jpg
Założone w 1835 roku, Melbourne przeżywało okres gwałtownego rozwoju już w połowie XIX wieku, podczas gorączki złota w południowo-wschodniej Australii. Co ciekawe, Brytyjczycy zabrali się za kolonizację wybrzeży Australii na początku XIX wieku przede wszystkim aby uprzedzić Francuzów.
90_P3072345.jpg
Melbourne było dla nas najbardziej europejskim miastem z odwiedzanych w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Mimo charakterystycznego dla metropolii Nowego Świata nagromadzenia drapaczy chmur w śródmieściu, centrum miasta z tramwajami i metrem oraz pierzejową zabudową wzdłuż szerokich bulwarów naśladowało wzorce europejskie.
90_03_P3062208.jpg
Między śródmiejskimi bulwarami chowały się wąskie uliczki z barami, kawiarniami i restauracjami, a także eleganckie pasaże handlowe.
90_04_P3062247.jpg90_04b_P3062249.jpg90_04c_P3062278.jpg
Ściany wielu budynków przy niektórych ulicach były wypełnione muralami.
90_04f_P3062274.jpg90_04g_P3062276.jpg
W porównaniu do Auckland czy innych miast Nowej Zelandii, Melbourne mogło się pochwalić wieloma zabytkowymi budynkami z końca XIX i początku XX wieku.
05_P3062241.jpg
Wiele budynków z lat 20-tych i 30-tych XX wieku zbudowano w stylu art deco.
06_P3062287.jpg
Mieszkańcy Melbourne to nie tylko potomkowie przybyszów z północnej Europy. Melbourne jest trzecim największym miastem greckim na świecie, po Atenach i Salonikach, i największym miastem wloskim poza terytorium Włoch. Mieszka tu także sporo potomków imigrantów chińskich (przybywających już od lat 50-tych XIX wieku), hinduskich i ponad stu innych narodowości. Informacje w miejscach publicznych podane były często nie tylko w języku angielskim, ale też chińskim, włoskim czy greckim.
90_07_P3062236.jpg
Spacer po mieście zaczęliśmy od rewitalizowanej portowej dzielnicy Docklands.
08_P3062210.jpg
W wodzie unosiły się dziesiątki meduz.
09_P3062214.jpg
Trochę zmęczeni po podróży z Auckland dzień wcześniej późnym wieczorem, zatrzymaliśmy się na kawę na tarasie kawiarni Madame Brussels.
90_10_P3062269.jpg
Melbourne posiada mnóstwo pięknie utrzymanych parków i przestrzeni zielonych. Drugiego dnia pobytu w mieście poszliśmy do ogrodu botanicznego. Rozłożony na 38 hektarach, ogród posiada stanowiska roślinności australijskiej, nowozelandzkiej, kalifornijskiej, południowo-afrykańskiej, bambusowej czy sucholubnej.
P3072310.jpgP3072303.jpg
Sportowcy muszą się cieszyć wysoką estymą wśród Australijczyków. Spacerując po mieście zauważyliśmy, że jeśli trafiliśmy na pomnik, to sportowca. Tutaj Ferenc Puskas.
90_P3072299.jpg
W Narodowej Galerii stanu Wiktoria (NGV) mogłem prześledzić ewolucję sztuki australijskiej na przestrzeni ostatnich dwóch wieków. Galeria przedstawiała artefakty sztuki aborygeńskiej, na przykład tarcze obronne.
P3072328.jpg
W XIX wieku wśród malarzy australisjkich popularne były pejzaże, a w latach 90-tych na fali rosnącego poczucia odrębnej tożsamości malarstwo podejmowało tematykę narodową, n.p. przedstawiając osadników pionierów czy rolnicze zajęcia uznawane za typowe dla Australijczyków, tutaj strzyżenie baranów.
Tom_Robert..he_rams_NGV.jpg
Jednak artyści australijscy wpisywali się i w światowe prądy artystyczne, takie jak impresjonizm, kubizm czy surrealizm. Jednym z bardziej znanych malarzy australijskich był tworzący w połowie XX wieku John Brack. Jego obrazy przedstawiały między innymi życie codzienne w Melbourne, na przykład pracowników biurowych wracających z pracy w godzinach popołudniowych. Szara masa, jednak każdej z przedstawionych postaci zostawił trochę indywidualizmu.
John_Brack.._St_5pm_NGV.jpg
Gdy wracaliśmy do hotelu, na ulicznych drzewach akurat żerowały kolorowe papugi.
P3072376.jpg
Dzień później ruszyliśmy wzdłuż oceanu w stronę Adelaide.

Posted by Jakub W 17:29 Archived in Australia Comments (0)

(Entries 6 - 10 of 49) « Page 1 [2] 3 4 5 6 7 8 9 10 »